Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapowiedź kolekcji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapowiedź kolekcji. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 stycznia 2020

New Year

Z okazji Nowego Roku życzymy Wam wszystkim
szczęścia, radości, przyjemności, spełnienia wszystkich planów i marzeń ale przede wszystkim zdrowia.

We wish all of You a Happy New Year full of happiness, joy, pleasure, fulfillment of all plants and dreams, but above all of this, we wish You health


niedziela, 6 maja 2018

strój jak strój, ale plaża......

Ale gorąco !!!!
No to na plażę kochani !!!
A dlaczego by nie !!! :) :) :)
No a jak plaża to bikini, a jak bikini to piasek :)
I nie byle jaki bo...... nie, nie, nie, nie kinetyczny. Kinetyczne są drogie :)
Artystyczny :)
Nie wiem jaka jest między nimi różnica, poza tą jedną, kolosalną, w cenie.

How hot !!!!
Well, let's go to the beach, my friends !!!
Why not !!! :) :) :)
But if there is a beach it must be a bikini, and if we have bikini we need to have a sand :)
And not just any sand ...... no, no, no, not kinetic. Kinetic is expensive :)
We have... Artistic :)

I do not know what is the difference between them, except the one - colossal, in price.


Zacznę od stroju ponieważ miał być tu najważniejszy.
No trochę mi nie wyszedł. Zagubiłam gdzieś proporcje dolnej partii.
Ale jeśli się jest takim żółtodziubem jak ja i rzuca się na projekt pełen tasiemek , i to nieelastycznych, nie ma innej opcji jak porażka.
Ale to taka szczególna porażka bo możnaby powiedzieć że jest to zapowiedz prawdziwej fajnej kolekcji strojów kąpielowych.
Zaskoczeni?
To co prezentowałam Wam latem zeszłego roku i dzisiaj to stroje powstałe właśnie "przy okazji" szycia kolekcji głównej :).

I'll start with the outfit because it was supposed to be the most important thing here.
But it doesn't. I lost  the proportions of the lower part somehow.
If you are such a beginner like me, and you start a project full of ribbons, not flexible,, like me there is no other option than failure.
But it is kind of special failure because it could be said, that this is a not good sample of  swimwear collection.
Surprised?

What I presented to you in the summer time last year and today, are the costumes created just "by the way" of the main collection :).


Głowna kolekcja nie została Wam jeszcze zaprezentowana, bo jakoś zabrakło czasu i fajnego pomysłu. Za to jest piasek :).
I choć, jak pisałam, "dół" stroju jest bardzo niezgrabny, przeskalowany i po prostu brzydki, piasek artystyczny Wam tą niewygodę zrekompensuje.......
A przynajmniej mam taką nadzieję.

The main collection has not been presented to you yet. Somehow there was not enough time and a nice idea. But there is sand ;).
And although, as I wrote, the "bottom" of the swimwear is very clumsy, scaled and just ugly, the artistic sand will compensate  this discomfort .......
At least I hope so.


Kolekcja: swimsuit
Modelki: Daria


 






 





 

środa, 14 lutego 2018

Valentine's evening

Choć pora już dosyć późna, ale wciąż jeszcze 14 luty więc życzę Wam wszystkim przyjemnego Walentynkowego wieczoru, lub walentynkowych snów.
Bardzo długo zastanawiałam się jak razem z moim majdanem uczcić ten dzień. Było romantycznie, było seksownie, było w sepii, czerwieni i czarno-biało.
Dopiero dzisiaj mnie olśniło...... "spojler" :)
Sponsorem dzisiejszego wpisu jest spojler
Spojler bo miała być sesja z nowym łóżkiem, ale go nie dokończyłam (za to wkrótce wykończę i zaprezentuję).
Spojler, bo zamiast łóżka zajęłam się nową dioramą, a dokładniej aż dwiema jej stronami.
I spojler po raz trzeci bo serce prawdę Wam powie / pokaże.

Although  it's quite late, but still February  the14th, so I wish you all a pleasant Valentine's evening, or Valentine's dreams.
For a long time I wondered how to celebrate this day with my messy crew. It was already romantic, it was sexy, it was in sepia, red and black-white.

I foud it today...... "a  spoiler" :)
The sponsor of today's entry is the spoiler
Spoiler because it was supposed to be a session with a new bed, but I did not finish it (I will present it soon).
Spoiler, because instead of the bed I was working on  new diorama.
And spoiler for the third time because the heart tells you / shows you the truth.




Tyle odkryć nas jeszcze czeka ..........

There are so many discoveries waiting for you ..........

wtorek, 31 marca 2015

A nie mówiłam!

No i miałam rację z tym marudzeniem na wyjątkowo kiepską wiosnę tego roku, a raczej jej wielce marną podróbkę. To co jest za oknem najwyżej można nazwać "ziosną".
Napadała dziś warstwa śniegu.
Nie wierzycie?


Czy świat zwariował?
Przecież wszystkie moje zimowe buty już popakowane w pudła i pochowane. W baletkach mam latać po ośnieżonych chodnikach?
Co za fatalny brak koordynacji tam kogoś na górze z moimi ziemskimi posunięciami.
Z drugiej strony,może to wszystko sama na nas zciągnęłam.
Może ta moja masowa produkcja płaszczy przywróciła zimową arę za oknem. Oby nie.
Ja odkryłam moje balkonowe doniczki :(

No kurcze blade - jak powiadał w bajce pewien dziadek.

Druga kwestia :)
Wielki Gatsby.
Aniu, nie daje mi to spokoju. Poczucie że Cię rozczaruje nową kiecką zaczyna mnie delikatnie dociskać, żeby nie powiedzieć przytłaczać...
A tego bym bardzo nie chciała. Moja wina że w ogóle się wypeplałam, ale bardzo Was proszę nie oczekujcie zbyt wiele. To będzie tylko taka mała odskocznia od standardowych kolekcji.
Taki mini powiew odświeżanej świeżości.
Nic szczególnego i nic wyjątkowego.


I na koniec.

Jak się domyślacie kanapa jest ciągle wrzodem na tyłeczku :)
A już szczególnie od czasu pomysłu na nową sofkę. Urosło to do rozmiarów obsesji.
Miałam czekać do nowej kolekcji, miałam ją raz jeden jedyny sfotografować, ale nie dam rady. Za długo. Ten wielki wyrzut sumienia musi zniknąć z powierzchni ziemi.
A że wczoraj, wieczorową porą znów zaglądnęło do mnie słoneczko, musiałam to wykorzystać.
No i sofka miała swoje pięć minut





Może i na zdjęciach nie wygląda to aż tak beznadziejnie, ale uwierzcie mi, pilnowanie żeby nóżki kanapy stały prosto  jest irytujące. Ewidentnie widać, że siedzenie jest miękkim do dołu, miejsce na pupę jest bardzo płaskie, a szczególnie przy rogach zewnętrznych widać, że od spodu jest mięciutko.
Szew by nawet uszedł, ale i tak tamte defekty ją dyskwalifikują.  
Na razie to na tyle :)
Miłego wieczorka lub poranka życzę :*

wtorek, 10 lutego 2015

Na fali pewnych działań marketingowych

Obiecałam Wam niedawno nową kolekcje w walentynkowych okolicach.
Chciałam Was odrobinę wciągnąć przy tej okazji w zgaduj zgaduję. Interakcja z czytelniczko-oglądaczkami jest chyba tym do tygrysek lubi najbardziej, okazało się jednak że starałam się zbyt mało, lub zbyt subtelnie a czas nieubłagalnie ucieka.
Dlatego dziś, nie przedłużąc dłużej,  przedstawiam Wam, z nieukrywana dumą, zapowiedź nowej kolekcji :
50 shades of Grey's.
Nawet nie będę próbowała zaprzeczać co było moją inspiracją :)

Może nie potrafiłam oprzeć się tej nieco nachalno-agresywnej kampanii marketingowej premiery filmu, a może jak większość samotnych, zdesperowanych i beznadziejnie wierzących w bajkową miłość singielek podświadomie marzę o takim scenariuszu ze mną w roli głównej.
Wybór właściwej, bliższej memu sercu wersji inspiracji pozostawiam Wam :) Tymczasem o samej kolekcji słów kilka.
Rzeczywiście Pana Grey'a i Anastazji jest ostatnio bardzo dużo.
W telewizji niemal na każdym kanale zaproszenie w walentynkowy wieczór na premierę do kin. Wywiad za wywiadem i na wywiadzie. Jak nie Dakota Johnson to Jamie Dornan, jak nie Jamie to ich oboje. 
W internecie, w co trudno uwierzyć, jest dużo,dużo gorzej. Rzec by można, atak zmasowany. Trailer goni trailer, jeszcze trailerem traileru pogania, Dakota codziennie na Pudelku czy Kozaczku z nową ustawką z papparazi. Te wszystkie telewizyjne wywiady hulają na dziesiątkach portali. Ne da się na to nie natknąć. Ostatnio dostałam nawet zaproszenie do prywatnych odwiedzin Christiana w jego mieszkanku.
Tak, tak, nawet jego apartament ma swoją własną stronę internetową.
Możecie wejść, zazdrosna nie będę :)
http://www.christiangreysapartment.com/

Ja oczywiście polazłam. Nie żeby mieć gdzie umiejscawiać marzenia senno-erotyczne. Po pierwsze takowych od dawna już nie mam. Po drugie książki przeczytałam więc w razie czego plan apartamentu i wyglądu samych mebli w głowie powstał już bardzo dawno temu. I przyznam nawet nieskromnie, że moja wersja jest dużo ładniejsza  od tego co zaproponowała nam ekipa 50 shades.
W trakcie tej domowej wizyty liczyłam bardziej na inspiracje dla moich B, a szczególnie pomysł przeróbki wielkiego narożnika, na którego nie zdarzyłam się nawet napatrzeć, a już go nie cierpię i bezpowrotnie skazałam na destrukcję w terminie najbliższym.

Jednak cały czas rękoma i nogami staram się unikać oglądania tych "making off" krótkich zrzutek z planu czy już wspominanych trailerów.
Kolekcja ma być inspirowana książkami, ale tylko inspirowana. Za nic nie chciałam zrobić moim Barbie kopii szafy Anastazji ze szklanego ekranu. Oglądając te wszystkie rzeczy istniał ryzyko że zbytnio się filmem mogłąbym zasugerować.
Zatem kolekcja, tak jak źródło inspiracji również podzielona będzie na trzy części, ale z innym kluczem podziału niż w książkach.
Moją pierwszą część nazwałam Anastasia.
I tu pauza.

Więcej na jej temat opowiem przy pierwszej sesji a teraz już nie przedłużając zapraszam Was do obejrzenia zapowiedzi....








poniedziałek, 26 stycznia 2015

Coś się tej afryce nie spieszy.

Coraz trudniej jest mi aktualizować tego bloga. Warunki są coraz gorsze, a w zasadzie to ich brak. Tak się to życie u mnie kiepsko toczy :(
Wiem, wiem narzekanie to nasza polska narodowa cecha nr 1, ale u mnie to jest naprawdę. Uwierzcie.
Od sześciu tygodni ojciec jest w domu. I kiedy już wszyscy, łącznie z nim, wiedzieli że to koniec laby i trzeba będzie wrócić do pracy on dostał kolejne L4 na miesiąc. Nie żałuję mu wolnego, niech facet ma, niech odpoczywa, niech się leni, ale kurczę blade - blokuje mnie jak nic.
Za oknami zimowa aura, nawet gdyby chciał na całe dnie wybywać na ogród, to pogoda nie ta. Owszem, uciekając od domowych obowiązków, czy złego humoru małżonki wybywa do gospodarczego, bo to węgla trzeba nanosić, to posprzątać sam domek , auto wypucować, uporządkować narzędzia czy cokolwiek.
Ale to nie jest tak, że znika na godzinkę, dwie, z gwarancją ze do domu nie zajrzy. Był czas że jeździli na zakupy we dwoje. Czekałam wiec z utęsknieniem na takie momenty, jednak okazuje się, ze muszą mieć teraz moje towarzystwo. Bo to z telefonem cos załatwić, to z telewizją, to niezobowiązująco spojrzeć na kafelki do garażu.... Trzech muszkieterów rzecz by można. Jeden za wszystkich wszyscy za jednego.
Był czas, że w dni pracujące małżonki, szacowny małżonek wybywał w odwiedziny do rodziców. Odwiedziny takie mogą się czasem znacznie przedłużać, nawet do ponad dwóch godzin, ale co z tego jak standardowo to niecała godzinka. Niech nawet. Godzinka to o całe sześćdziesiąt minut więcej niż nic. Można i to doceniać. Jest cel na który można czekać z nadzieją, niecierpliwością i utęsknieniem. Tylko ze żyjemy w kraju, w którym jeśli myślisz że gorzej być nie może, to będzie.
I kiedy pełna wiary czekam na te popołudnia (porę odwiedzin) na horyzoncie pojawia się dziadek niwecząc moje plany, zdeptując moje marzenia, niszcząc moją wszelką nadzieję. Bo przecież nie ma już większego sensu odwiedzać tatusia jeśli spędziło się z nim parę chwil temu dwie godziny na kawkowaniu i piwkowaniu u siebie. :(
No katastrofa. 
Jak sobie przypomnę czasy kiedy całe nocki były moje. Mogłam szyć, haftować, wyszywać, fastrygować prawie do samego świtu. A ja głupia narzekałam że niewyspana, że hobby staje się wymuszonym obowiązkiem bo mus korzystać jeśli dom pusty.
Bo zła byłam jak w samotne dnie, genialne do hobbowania, nawiedzał mnie wujek marnując, tak cenne, dwie godzinki na pieprzenie o niczym, a zawsze robił to w moje wolne dni. Bo czasem trzeba było wypaść jeszcze do miasta na zakupy. I z dzisiejszej perspektywy jak się to miało do obecnych czasów.....
Jak mogłam narzekać na takie idealne warunki.... głupia, rozpuszczona, rozpieszczona królewna.

Zgodnie z życzeniem Ani pierwszą prezentowaną sesją ma być "Urban Africa II".
I będzie. Obiecuję.
Tylko nie wiem kiedy.

Teoretycznie kolekcja była gotowa już w zeszłym roku, ale jedna z sukieneczek okazała się za krótka. Były pomysły na przedłużanie koronkami, falbankami, wstawkami i frędzelkami we wszystkich możliwych wydaniach. Ostatecznie postawiłam na coś bardzo prostego i oczywistego , ale przecież najlepsze pomysły są ponoć zawsze najprostsze i rodzą się w wielkich bólach :P
Szczęśliwie złożyło się również, że zaraz po genialnym pomyśle dostałam od kuzynki spodnie do przeszycia i torbę z zakupów w której trzeba było przyszyć urwane ucho. Miałam przykrywkę by na żywca, pod okiem i uchem rodzicielstwa, uszyć co zaplanowałam. Zdecydowanie wyglądało na to że sporo męczę się z tym przeszyciem spodni, ale miałam już gotową wymówkę, że materiał się podkręca i czasem przeszywam trzy warstwy materiału, co skutkuje potrzebą prucia i przeszywania od nowa :)
Udało się uszyć to co sobie zamierzyłam. Czy udało się też uratować kreację? To ocenicie sami, mam nadzieję że wkrótce.
Pierwsze podejście do fotek miało miejsce ponad dwa tygodnie temu. Ale znów podejście stało się tylko podejściem. Kolekcja składała się z siedmiu kreacji + dwóch gratisów na przyszłość które nie pasowały do koncepcji.
Niby siedem to szczęśliwa liczba, ale przy czterech modelkach, trudna do równego podziału. A ja nie lubię celowo eliminować dziewczyn. Każdą darzę wielką sympatią, każda jest mi z jakiegoś powodu bliska, więc jak tu stawiać krzyżyk na jednej z nich. Dodatkowo, rozwiązanie uratowania zbyt krótkiej sukienki, otworzyło mi drzwi do wciągnięcia do kolekcji spodni pumpo-alladynek. Moich pierwszych, dziewiczych, niewykrojowych spodni.
Efekt końcowy jest daleki od tego jak sobie je wymarzyłam, ale pierwsze koty za płoty, poza tym przecież moda i piękno to rzeczy zupełnie subiektywne i to co nie podoba się mnie może być zachwycające dla czytelników.
Spodnie oficjalnie trafiły do kolekcji. Szczęśliwa, że rozwiązałam bezkrwawo problem eliminacji lalek, nie pomyślałam że w tej sytuacji potrzebna mi jeszcze góra w klimacie i na temat.....
Zapewne znacie ten ból - szafa pełna ubrań a tu nie ma co na siebie włożyć. 
U mnie pudło pełne ubranek, ale też nic coby pasowało.


 
P.S. nigdy bym nie przypuszczała, że lalce w tak barbiowo różowych ustach będzie pasowała krwista czerwień.  To, co ma na sobie, to tylko pomarszczony tiul z poprutej ozdoby przy T-shircie, ale będę musiała pomyśleć o jakiejś konkretnej czerwonej kolekcji.
 
I znów kombinacje alpejskie co by tu zrobić żeby dogodzić....
Zachować klimat, nie odstawać od reszty, być w temacie i najlepiej żeby nie trzeba było tego szyć.
Odrobina presji, wspomnienie mojej modowej topmodel - Anji Rubik i pomysł gotowy. Prosty, łatwy, szybki w wykonaniu, zobaczymy czy Wam się spodoba - ja to kupiłam a nawet uszyłam :)
 
Mając ostatecznie ostateczny komplet kreacji przyszedł czas na sesję. Ubrałam w nocy dziewczyny, uczesałam (niestety znów boso - tym razem zabieg niecelowy, za cholerę nie mogę znaleźć butów tak je skutecznie chowałam przed siostrzyczką) i postanowiłam czekać na dobry moment.
Marzyły mi się zdjęcia w słońcu, w końcu to afryka, nawet jeśli w miejskim wydaniu. 
Słońce jest, ale realna szansa na sesję o czasie jego świecenia jest mniej niż marna. Dwa tygodnie podchodziłam. Bezskutecznie. 
Cudnie byłoby wykorzystać naturę. Wiecznie zielone bukszpany, choinkę, nawet suche krzaki kaliny, ze słońcem lub bez. Ale i to jest na chwilę obecną mało realne. W zasadzie nieosiągalne. Industrialny płot na którym mogłyby siedzieć, stać, opierać się, lub nawet zostać przywiązane.....

No las za cholerę nie pasuje mi do tego klimatu i choćby nie wiem co, w tej kolekcji tam nie polezę.

Dziś, mając znów jakieś 25 - 30 minut (odwiedziny bratowej) wymyśliłam kalendarz. Cały czas jak osioł zapieram się przed pomysłem wykorzystania mebli. Wyciągnęłam kalendarz, zawiesiłam i..... niespodzianka. Kalendarz, jak na takowego przystało, posiada na swych kartach dni miesiąca. I choć znajdują się na samym dole strony to pchają się te cyferki na zdjęcia, jak rasowa celebryta. Wiele możliwości obejścia problemu nie było. Albo ucinać girki do kolan na każdym zdjęciu, co też przy okazji rozwiązałoby kwestię hobbickiej mody paradowania boso, albo odciąć w interesującym miesiącu dni. I odcięłam. Jakież było moje zaskoczenie gdy po ich wycięciu moim oczom ukazały się dni miesiąca następnego.
Niby jako taki iloraz inteligencji posiadam, a jednak czasem moja bezmyślność i brak wyobraźni nawet mnie wprawiają w osłupienie.
Zanim pozbyłam się wszystkich miesięcy, otworzyły się drzwi wejściowe i nie byłam już sama....
Na pocieszenie jedna fotka panien oczekujących na swój moment chwały i pół kolekcji "urban africa"

 
P.S.2 Jak już wspominałam w poprzednim wpisie, tak mniej więcej w okolicach walentynek zamarzyła mi się premiera nowej kolekcji, dla której zdecydowanie mam już nazwę i ogólny zarys. Z powodu nowego L4 moje plany zostały wywrócone o 360 stopni, ale udało mi się zaprojektować (przy częściowym wykorzystaniu fatałaszków z pudła) pierwszą, odsłonę. I jako ciekawostkę dodam, że na pierwszym zdjęciu uchyliłam Wam rąbka tajemnicy (taka dość oryginalna zapowiedź nowej kolekcji) :)
Ciekawe czy będziecie na to stawiały :)
 
A już tak zupełnie na marginesie a propos mojej muzy dla tego bloga.
Widziałam cenę ubrań zaprojektowanych przez Anję dla Mohito. Uważam osobiście ze jej linia jest najciekawszą i najoryginalniejszą z dotychczasowych celebrytkowych linii. Do tej pory swoje paluchy, choć podejrzewam że raczej tylko twarz i nazwisko moczyły Sablewska i Żmuda-Trzebiatowska, ale "ich" linie oprócz delikatnego odbiegania swoimi cenami od "zwykłych" ubrań, nie różniły się niczym innym. Kolekcja Anji jest zdecydowanie inna, odstająca od standardów Mohitowych. Odważniejsza, mocniejsza, surowsza, z pazurem. Ale ceny !!!!!!
Rozumiem, że pomiędzy nią a poprzednimi twarzami, podejrzewam że nie tyko w kwestii mody, projektowania czy samego ubioru, jest przepaść, ale żeby prosty T-shirt bez żadnych kombinacji, zdobień czy niecodziennych cięć, jedynie z nadrukowanym cieniutkim okręgiem a w nim inicjały Anji kosztował 9o złotych?
Koszula - genialna zabawa z rękawem - podziwiam i zapewne wykorzystam, ale materiał??? pożal się boże. Czy oni to szyli z resztek po namiotach?? Jakby postawić koszulę na baczność i zawiesić na niej ze trzy sznury piekielnie ciężkich korali to nadal będzie trzymać pion. Cena 36o złotych. Czy świat oszalał??
Ostatnio czytałam że znane koszulki Kupisza - te z nadrukowanym orzełkiem kosztują prawie 2.ooo złotych !!!! Paweł Deląg wypowiadał się na ich temat. Kupił dwie sztuki i po pierwszym praniu cieszy się że ma dwóch małych synków. Znane designerskie koszulki przy pierwszym kontakcie z detergentem i wodą wejdą już tylko na starszego (szkolnego) syna, a przy odrobinie szczęścia po drugim będzie je jeszcze mógł wciągnąć na siebie młodszy. 

wtorek, 23 grudnia 2014

Celebrytka

No stało się .
Sodówa uderzyła do głowy.
Że niby zakładając bloga/blogi tak zapewniałam że anonimowo, że bez żadnych ustawek, że niby Dex, że niby pasja, że żadnej autoreklamy,  że żadnego celebryctwa, żadnych self'ie.
I co?
No jajco.
Na to chyba nie ma mocnych. Sława wciąga jak narkotyk.

Długo walczyłam z pierwszą wymówką.
Bo niby gołe giry w krótkich spodenkach podczas zabaw z zimną wodą na początku października to taki nasz ewenement pogodowy. Taki, że aż warto było go uwiecznić. Przecież nigdy wcześniej nie miałam okazji latać po letniemu już w trakcie oficjalnie kalendarzowej jesieni.
Jedni pomyślą, że wymówka dobra jak każda inna, że w zasadzie z to z deczka  naciągane było. Dla innych może to i nawet anomalia pogodowa którą warto było uwiecznić. Tak czy siak, podudzie, tylna szynka i bebzonik trafiły na bloga. Oczywiście z zapewnieniami i zaklinaniem, że to taki jeden jedyny jednorazowy wypadek, że nigdy więcej, w końcu wyjątek potwierdza regułę i bla, bla, bla....
Nie minęły dwa tygodnie a cielsko znów rzuciło się na wizję....
Bo to dwa tygodnie później, a pogoda znów letnia, tak letnia że szorty ponownie wyjrzały na świat, a przecież nawet nie połowa a już koniec października był.
Bo końcówka październik to raczej pierwsze puchówki nieśmiało wyzierające z tłumu przechodniów, pierwsze skromne szaliczki owinięte na szyjach, czasem szydełkowa czapka naciągnięta na głowę. A ja w T-shircie, krótkich szortach i klapeczkach przesadzam lilaki czy liliowce.
No trzeba uwiecznić.
I nawet nie starałam silić się na oryginalność z nowym pretekstem. Minimalizm wysiłkowo-kreatywny kompletny. Skoro pogodowa wymówka była wystarczająca wcześniej będzie musiała wystarczyć i teraz.
Nie obyło się  bez kolejnego zaklinania rzeczywistości. Kolejny wyjątek, jeden jedyny, że się nie powtórzy, że to ostatnie z ostatnich. Tak, dobra w tym zaklinaniu jestem.
Aktywność na blogu spadła do zera to i rzeczywiście pokus na kolejne promowanie moi (czytaj mła z francuska :P ) jakoś nie było. Warunki sprzyjające dla nówki celebrytki bez silnej woli.
Bo czytelniczkom pragnę napomknąć lub przypomnieć że z celebryctwem jest jak z wampiryzmem (wersja zmierzchowa). Nowa sytuacja życiowa zdecydowanie zwiększa apetyt i czyni spotęgowanie musu celebrytowania.

Więc żyłam tak sobie na uboczu od pokus wszelakich, bez pretekstów i kolejnych wyjątkowych sytuacji, anomalii pogodowych czy każdego innego powodu aż tu nagle....
Już zdecydowanie z nożem na gardle, w trakcie akcji "jednak przyjeżdzam na święta więc tak, wybierz się do sklepu po prezenty dla mnie" (bo jeszcze na początku grudnia zapewniana byłam że Wasza Wysokość Siostrzycza jednak nie będzie w stanie przyjechać w okresie Bożego Narodzenia) w szale latania po centrach handlowych wpadam do mojego ulubionego Moh**to i oczom nie wierzę.....
że mam bloga - pikuś
że mam dwa blogi - dalej pikuś
że już samodzielnie cielsko własne tam wrzucam jak rasowa celebryta - ciągle pikuś
ale że ja, wzorem mojej idolki Anji Rubik zaprojektowałam dla nich mini kolekcję i to w tym samym czasie co idolka - WOW !!!
Nawet jak to piszę trudno mi w to uwierzyć.

Ale mam dowód.
Na szczęście moje, w trakcie ostatniej wizyty moich cudnych czytelniczek postanowiłam (nie widząc do tej pory czym skuszona - dziś już wiem że to opacznością bożą się nazywa) podzielić się pomysłami na kreacje do świątecznej kartki moich Panien B. I głęboko wierzę, że koleżanki pamiętają niebieściutką spódniczkę z tiulu i dzianinowe błękitne sweterki......

Ponieważ ich wersja w rozmiarze super wielkim (ludzkim) dla niepoznaki już nie jako błękitna ale w pudrowym różu wisiała na wieszakach szacownego Moh**to.
Jak wielkie to zaskoczenie było, w połączeniu z nieukrywaną dumą - ja, wisząca na wieszakach, obok Anji Rubik.
Nawet przez moment się nie zastanawiając porwałam wieszaki do przymierzalni żeby uwiecznić ten bez wątpienia ogromny projektancki sukces.
I tylko może właśnie z tego powodu chwilowej bezmyślności połączonej z euforią, nie wpadłam na pomysł żeby do przebieralni zabrać ze sobą również byle jakie, ale szpilki, prezentuję się dość mało atrakcyjne w tych czarnych kaloszach, które w rzeczywistości są ładnymi półkozaczkami świetnie pasującymi do leginsów lub grubych rajstop, ale już nieco mniej do długiej tiulowej spódnicy :)


Moje drogie oto ja (nie tylko jako modelka ale przede wszystkim jako projektantka) for Moh**to ;) ;) ;)

 
 
A już tak zdecydowanie na marginesie (w ramach wyjaśnień do etykiet wpisu) Panny B wystąpią na świątecznej kartce w nowo powstającej kolekcji (co nie przeszkodziło Moh**to już jej kopiować) "Winter is coming"
 

poniedziałek, 6 października 2014

I znów trochę egzotyki...

Żeby nie było tak pusto, żeby Beti choć na moment pojawiała się jeszcze na tym blogu - tak, tak jestem sentymentalna, to moja pierwsza B i proszę również pamiętać że lala jako manekin do przymiarek ma ze mną kontakt najczęstszy - uprzejmie donoszę, ze obecnie pracuję nad kontynuacją kolekcji Urban Africa, a obiecałam sobie że zapowiedzi będą właśnie należały do Beti skoro z powodu swojej sztywności na sesjach kolekcyjnych się raczej nie pojawi.


Tym razem stawiam na zupełnie inny materiał (10 zeta za metr to jak darmo) i nieco inne, bardziej eleganckie stylizacje :) ale starczy tej paplaniny....
Beti czyń swą powinność:











Również nie może zabraknąć tu zapowiadanej wczoraj fotki z moim nowym tajnym projektem, a nawet dwoma, tylko że ten drugi czeka na części i nie może zostać ukończony w najbliższej przyszłości



piątek, 19 września 2014

Tercet i kolekcja "Break"

Tam tara tam !!!
Bing bang bum !!!
Coming out dla Paul'a jest już niedozatrzymania.
Zapewne ucieszy to kilka czytelniczek, które już od dawna upominały się o pierwszego testosteronowca z mojej modelkowej stajni.
Udało się i właściciel 7 sztuk koszulek, 2 sztuk koszul i jednych zbyt luźnych spodni wychodzi na łamy tego bloga :)
Chłopak był bardzo cierpliwy i bezsprzecznie ma spokój, przynajmniej misia koali, skoro wytrzymał tyle czasu w tak bardzo babskim towarzystwie.
Ale wyszedł. Po raz pierwszy. I to jaki debiut..... w trójkącie :)
Po raz pierwszy również debiutuje w roli tła własna ziemia.
Teoretycznie to całkiem niezłe rozwiązanie dla zdjęć plenerowych. Ba, nie tylko plenerowych, to po prostu dobre tło dla każdego ubranka i każdej kolekcji, biorąc pod uwagę szczególnie zróżnicowanie w zagospodarowaniu tej ziemi własnej.
A jaka wygoda....
W przeciwieństwie do domowych sesji nic nie jest wywracane do góry nogami, nie ma żadnego bałaganu, znoszenia różnego rodzaju gadżetów dla urozmaicenia zatyla na fotkach, a potem półgodzinnego sprzątania. Oczywiście ten burdelik nie wykluczy pokojowych sesji w przyszłości. Absolutnie !!! Po prostu miło jest mieć "czystą" alternatywę w zapleczu :)
W przeciwieństwie do leśnych sesji nie trzeba się ubierać, pakować laleczek, martwić się czy droga w plecaku zbytnio ich nie poczochra, czy się zbytnio nie zniszczą w transporcie powrotnym. No i ta oszczędność czasu na dojście i powrót.
Szkoda tylko że poziom intymności jest na podobnym poziomie.
Tak, właśnie.
Wybrałam, znów tylko teoretycznie, odpowiednią chwilę. Jeden rodziciel w pracy, drugi od 35 minut na grzybach. Poleciałam z lalkami i aparatem w jednej dłoni, reklamóweczką w drugiej. Tak na wszelki wypadek, bo niby przezorny zawsze ubezpieczony, bo niby strzeżonego Pan Bóg strzeże, bo lepiej dmuchać na zimne. No i lepiej dmuchać a i strzeżonego czasem strzeże.
Zaczynam ja sobie cykać fotki a tu czerwona ikonka z rozładowaniem baterii zaczyna mi mrugać na ekraniku aparatu. Myślę sobie że shit, że znów pod górkę, ale to przecież nic nowego. Po prostu trzeba się spiąć i tylko odrobinę szybciej cyknąć ze 20 dobrych zdjęć.
Walczę do absolutnego wyczerpania baterii, choć dałabym głowę, że tym razem stało się to dużo szybciej niż normalnie, nieco rozczarowana z lalami udaję się w kierunku domu a tu widzę.... wujostwo pomyka w moim kierunku. To nadzorująco-donoszące.
Jak się ostatecznie kazało, bateria wyczerpała się w ostatnim odpowiednim momencie a reklamówka była jak najbardziej na miejscu.
Czy ja już nigdy nie zaznam intymności i tak strasznie wyczekiwanej samotności ??!!!
Welcome to the country - welcome to my world.


Co do samej sesji i kolekcji.
"Break" to taka przerwa od tych wszystkich sukienek, sukieneczek, szyfonów i cekinów. Odrobina sportu, luzu i wygody. Pauza na bawełniano-jersey'owy wypoczynek.
Odrobinę zainspirowała mnie kolekcja ready to wear by Ungaro.
Paul okazał się mało elastyczny.
Pracując z, umówmy się że tak je nazwę, pełnoruchomymi lalkami zapomniałam jak ciężko być może z pozowaniem półsztywniaka. Bo po euforii zakupu w domu emocje opadły. Po wyjęciu Paul'a z pudełka okazało się że ma nieruchome nogi.
No i z planowanych gorących sesji nici. Przy takiej elastyczności chłopak będzie raczej tylko sporadycznym dodatkiem do dziewczyn, a mnie czeka nowy wydatek.
Wybór dziewczyn mu towarzyszących nie był przypadkowy. To dwie lalki które przedostatnio zaliczyły wpadki. Wiem, że elfią sesją wszystko nadrobiły i udowodniły że mogą dobrze wyjść na zdjęciach, ale tym razem poprzeczka została ustawiona dużo wyżej- to sesja zbiorowa.
Wróciły z tarczą czy na tarczy?








 









Dla mnie źle nie wyszło.
Jak na zbiorówki, pod presją czasu, pod presją niezapowiedzianych gości i wizyt całkiem, całkiem.
Szkoda że leginsy Ani nie były bardziej dopasowane - te trochę pogrubiły jej nogi, ale do zaakceptowania :)