Mówi się że do trzech razy sztuka.
A dlaczego nie można spróbować i po raz czwarty?
W końcu trzeba przekraczać granice, nie ograniczać siebie sztywnymi ramami, ustalać swoje własne zasady, być kreatywnym.
Tylko czy nie jest już lekką przesadą rozbijać prezentację jednej kolekcji do aż czterech wpisów?
No dobra, umówmy się, że sytuacja z "winter is coming" była wyjątkowa bo pierwszej prezentacji modelki dokonały przy okazji świątecznych życzeń. Można powiedzieć, że to się nie liczy.
Dzisiejszy wpis to również taki swojego rodzaju wyjątek, bo niby zdecydowanie powstał żeby pokazać "winter is coming" ale winter is coming jest tylko mało istotnym dla niego tłem...
Brzmi tajemniczo?
a może masło maślane?
teoretycznie :)
Dokładnie w dniu gdy powstawała druga część sesji z kolekcją WIC na zewnątrz zdecydowanie nadeszła zima. Taka pierwsza podręcznikowa zimowa aura.
Cudownie marketingowo rewelacyjny zbieg okoliczności.
Kawał dobrego darmowego PR-owego zabiegu :)
I choć natura spisała się tu wzorowo, to gapa, sierota czyli ja, coprawda miałam na tyle refleksu żeby pstryknąć dwie reklamowe fotki, ale już pamięci zabrakło, żeby zdjęcia dołączyć.
Błąd poprawiam.
Dziewczyny w kolekcji "winter is coming" pokazują że winter is coming a nawet winter has arrived (zima nadeszła)
:D :D :D
Wiem że zdjęcia są kiepskiej jakości. Przepraszam, ale bardzo trudno jest złapać ostrość późnym popołudniem zimową porą, przy opadach śniegu i jeszcze z migającym, dość mocnym sztucznym światłem, tłem.
Miał być tylko dowód na to że dwie nadchodzące zimy się spotkały :)
Przy okazji jako ciekawostkę powiem tylko że choinka jest autorstwa tatusia, ja pół wigilii nawijałam na nią jeden ledowy wąż tylko po to żeby przy uroczystym odpaleniu efektów mojej pracy dowiedzieć się że wąż podczas nawijania gdzieś się przerwał. Musiałam więc błyskawicznie i już mniej dokładnie rozłożyć zwykłe choinkowe lampki zewnętrzne. Ale i żeby tego było mało choinka poświeciła jedynie wigilię bo już dnia następnego, z powodu zbyt dużej ilości deszczu, zalany mechanizm odmówił współpracy i zgasł.
Na szczęście okazało się że jesteśmy posiadaczami jeszcze jednego ledowego węża i ten od bożego narodzenia błogosławienie nam świeci do dziś :)
Może rzeczywiście lepiej trzymać się tego: do TRZECH razy sztuka :)
P.S. lody pękły, zmarźlina ustąpiła, jest pomysł na kolejną kolekcję :) może nie do końca pomysł na całą kolekcję ale takie z grubsza założenia i kierunek oraz dokładną nazwę.
będzie cos z cyferką.... będzie cos w nawiązaniu do bliższych znaczących wydarzeń.... jakieś pomysły?
Blog about Barbie dolls and her clothes, furnitures and accesories. Blog o lalkach Barbie i jej ubraniach, meblach i dodatkach
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WIC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WIC. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 15 stycznia 2015
środa, 14 stycznia 2015
Klapa, zimno, twórcza blokada
I pięknie.
Tyle razy przepowiadałam to nadejście zimy, tyle razy wieściłam że winter is coming aż w końcu przyszła, aż nawet dwie.
Jedna ze śniegiem, ze śniegiem i deszczem, z ujemno-dodatnimi temperaturami, lodowiskami na drogach. I choć osobiście mogłabym już do końca życia zrezygnować z zimowej aury na rzecz cieplejszego klimatu, to ta zima to pikuś.
Mnie jednak dopadła ta druga zima. Zima mentalna, twórcza, kreatywna. Zamroziło mi chyba głowę. Mój umysł mi zamarzł i nie chce odtajać.
Były litry gorącej herbaty - wrzątek w ustach, para w nosie i nic.
Była puchowa kamizelka w domu. Jezioro pod pachami, niagara na plecach, potoki na tyłku a w głowie arktyka.
Już nawet usiadłam z nogami w gorącej wodzie. I siedzę tak przed komputerem, woda dawno ostygła, włosy na rękach stanęły z zimna, sikać się chce, a głowa dalej skuta lodem.
Czyżbym się wypaliła? Już nie mam nic do powiedzenia?
No sytuacja w której się znalazłam, mówiąc delikatnie, jest nieciekawa.
Zdjęcia czekają. Gotowe, wyselekcjonowane, podpisane....
Może te 45 wpisów na nowy rok które sobie wyznaczyłam za cel minimalny mnie przygniotły - ale kurczę, przecież w pracy była ciąga presja a cele zdecydowanie bardziej wyśrubowane i wcale się nie blokowałam.
Może za mało czasu spędzam pod prysznicem w sprawie lalek - i to jest możliwe. Genialne pomysły zawsze tam przychodzą mi do głowy. Niedawno pół nocy męczyłam się we śnie bo nie potrafiłam ułożyć równania matematycznego, wstałam, udałam się do łazienki i już chwile potem miałam je w głowie.
A teraz zamiast myśleć o plastiku i mini fatałaszkach po głowie chodzi mi książka dla młodzieży....... mi, starej ..... Milce (żeby nie powiedzieć krowie).
Wczoraj zdjęłam nawet jeden karton z materiałami żeby się nastroić. Siedziałam tak przed nim, gapiąc się jak sroka w gnat i co widziałam? Tylko materiał.
Teraz jednak kilka słów o samej sesji.
Druga część do kolekcji Winter is coming była chyba sesją najdłuższą z wykonywanych, ale mierzona w czasie bezwzględnym :)
Po prostu schowałam lalki w najdalszy kąt domu (i to dosłownie najdalszy) a dochodziłam do nich kiedy miałam sposobność. Oczywiście jak ogólnie wiadomo wszystko co przerywane do najzdrowszych nie należy, dlatego zdjęcia są nieco chaotyczne, jest duży problem ze światłem naturalnym, potem z doświetlaniem (miałam tylko jedno dojście do gniazdka i to na pojedynczym przedłużaczu). Metody przerywanej, oficjalnie i z pełną świadomością, nie polecam.
W związku z brakiem ciągłości pracy Daria nie ma ani jednej samodzielnej fotki. Jak to się stało, nie wiem. O tyle dobrze, że ta diablica na każdej zbiorówce wygląda fantastycznie, nie była więc wiele stratna. Stracić mogła jedynie jej bluzeczka którą ma na sobie ale to przez dół z jakim ją zestawiłam. Pewnie byłoby lepiej z czymś wąskim. I nawet planowałam taki syreni ogonek, ale bez gotowego wykroju czekałoby mnie dużo przeszywania prucia i dopasowywania a nie było na to czasu. Tak jak premierę każdej kolekcji mogę sobie przesuwać w nieskończoność, to na datę Bożego Narodzenia nie mam żadnego wpływu. Stąd Daria prezentuje się w bombce i prawie zawsze zadartej bluzeczce, ale ciiiiii, o tym nic nie mówiłam :X.
Zresztą Daria w tej całej kolekcji ma pecha bo i jej pierwszy dół doszywany był w 10 minut, w dniu sesji. I o ile na zdjęciu nie wyszło jeszcze tak najgorzej to w rzeczywistości wyglądało to zgrzebnie, tanio i tandetnie. Na szczęcie mała doszyweczka i kilka cekinów po fakcie sytuację odrobine uratowało.
Turkusowe tuniki pierwotnie miały być awaryjnymi bluzeczkami, gdyby błękitne sweterki nie dały rady. Założenie dość słuszne bo podczas ubierania lalek na zdjęcia okazało się że są przydługawe i w żaden sposób nie pasowały do tiulowych mocno marszczonych spódnic. Panny B wyglądały jak w worach na ziemniaki. Szczęśliwie wystarczyło tylko odpruć dolny sciągacz, przyfastrygować ręcznie i z manualnym napędem (tak żeby maszyna nie robiła hałasu) doszyć go wyżej i ciaśniej :)
Zatem nie tylko sweterki mogły pojawić się na sesji, ale również pojawiła się szansa dla bluzek/tunik/sukieneczek, bo na wszelki wpadek tworząc je dodałam kilka centymetrów na dole.
Cóż, chyba z pełnym przekonaniem można powiedzieć że spora część kolekcji jest absolutnym dziełem przypadku.
Nawet niebieska koronkowa bluzeczka Ani, która stałą się moją niekwestionowaną perełeczką tej kolekcji.
Od dawna podchodziłam do tej koronki. Zależało mi na stworzeniu czegoś z głębokim dekoltem, czegoś wyjątkowo delikatnego, subtelnego, z klasą. Nieregularna koronka była do tego idealna. Było tylko jedno ale - kawałki były zbyt krótkie na bluzeczkę.
Pół roku przekładałam fragmenty materiału bezskutecznie żeby w końcu, choć nie mam pojęcia jak na to wpadłam, doszyć do tego body'owe majteczki - zakładam że genialna myśl przyszła do mnie pod prysznicem :)
Wycięłam więc gacionki ze sporym zapasem w górę i okazało się że mogą być całkiem niezłą bazą do koronkowej góry.
Mało tego ze góra prezentuje się całkiem nieźle, body jest genialnym uzupełnieniem dopasowanych balerinkowych spódnic.
To przypadkowe rozwiązanie tak mi się spodobało, że na pewno zobaczycie je jeszcze sporo razy :)
Zatem nie przedłużając....
Kolekcja: Winter is comming
P.S. czy czytelniczki zauważyły zmianę w wyglądzie kanapy?
Jest po liftingu, dodałam jej nieco objętości na siedzisku pod pufami przez co zyskała lepszą formę. Przedni dół stał się masywniejszy a dzięki temu zabiegowi oparcie optycznie się zmniejszyło
Tyle razy przepowiadałam to nadejście zimy, tyle razy wieściłam że winter is coming aż w końcu przyszła, aż nawet dwie.
Jedna ze śniegiem, ze śniegiem i deszczem, z ujemno-dodatnimi temperaturami, lodowiskami na drogach. I choć osobiście mogłabym już do końca życia zrezygnować z zimowej aury na rzecz cieplejszego klimatu, to ta zima to pikuś.
Mnie jednak dopadła ta druga zima. Zima mentalna, twórcza, kreatywna. Zamroziło mi chyba głowę. Mój umysł mi zamarzł i nie chce odtajać.
Były litry gorącej herbaty - wrzątek w ustach, para w nosie i nic.
Była puchowa kamizelka w domu. Jezioro pod pachami, niagara na plecach, potoki na tyłku a w głowie arktyka.
Już nawet usiadłam z nogami w gorącej wodzie. I siedzę tak przed komputerem, woda dawno ostygła, włosy na rękach stanęły z zimna, sikać się chce, a głowa dalej skuta lodem.
Czyżbym się wypaliła? Już nie mam nic do powiedzenia?
No sytuacja w której się znalazłam, mówiąc delikatnie, jest nieciekawa.
Zdjęcia czekają. Gotowe, wyselekcjonowane, podpisane....
Może te 45 wpisów na nowy rok które sobie wyznaczyłam za cel minimalny mnie przygniotły - ale kurczę, przecież w pracy była ciąga presja a cele zdecydowanie bardziej wyśrubowane i wcale się nie blokowałam.
Może za mało czasu spędzam pod prysznicem w sprawie lalek - i to jest możliwe. Genialne pomysły zawsze tam przychodzą mi do głowy. Niedawno pół nocy męczyłam się we śnie bo nie potrafiłam ułożyć równania matematycznego, wstałam, udałam się do łazienki i już chwile potem miałam je w głowie.
A teraz zamiast myśleć o plastiku i mini fatałaszkach po głowie chodzi mi książka dla młodzieży....... mi, starej ..... Milce (żeby nie powiedzieć krowie).
Wczoraj zdjęłam nawet jeden karton z materiałami żeby się nastroić. Siedziałam tak przed nim, gapiąc się jak sroka w gnat i co widziałam? Tylko materiał.
Teraz jednak kilka słów o samej sesji.
Druga część do kolekcji Winter is coming była chyba sesją najdłuższą z wykonywanych, ale mierzona w czasie bezwzględnym :)
Po prostu schowałam lalki w najdalszy kąt domu (i to dosłownie najdalszy) a dochodziłam do nich kiedy miałam sposobność. Oczywiście jak ogólnie wiadomo wszystko co przerywane do najzdrowszych nie należy, dlatego zdjęcia są nieco chaotyczne, jest duży problem ze światłem naturalnym, potem z doświetlaniem (miałam tylko jedno dojście do gniazdka i to na pojedynczym przedłużaczu). Metody przerywanej, oficjalnie i z pełną świadomością, nie polecam.
W związku z brakiem ciągłości pracy Daria nie ma ani jednej samodzielnej fotki. Jak to się stało, nie wiem. O tyle dobrze, że ta diablica na każdej zbiorówce wygląda fantastycznie, nie była więc wiele stratna. Stracić mogła jedynie jej bluzeczka którą ma na sobie ale to przez dół z jakim ją zestawiłam. Pewnie byłoby lepiej z czymś wąskim. I nawet planowałam taki syreni ogonek, ale bez gotowego wykroju czekałoby mnie dużo przeszywania prucia i dopasowywania a nie było na to czasu. Tak jak premierę każdej kolekcji mogę sobie przesuwać w nieskończoność, to na datę Bożego Narodzenia nie mam żadnego wpływu. Stąd Daria prezentuje się w bombce i prawie zawsze zadartej bluzeczce, ale ciiiiii, o tym nic nie mówiłam :X.
Zresztą Daria w tej całej kolekcji ma pecha bo i jej pierwszy dół doszywany był w 10 minut, w dniu sesji. I o ile na zdjęciu nie wyszło jeszcze tak najgorzej to w rzeczywistości wyglądało to zgrzebnie, tanio i tandetnie. Na szczęcie mała doszyweczka i kilka cekinów po fakcie sytuację odrobine uratowało.
Turkusowe tuniki pierwotnie miały być awaryjnymi bluzeczkami, gdyby błękitne sweterki nie dały rady. Założenie dość słuszne bo podczas ubierania lalek na zdjęcia okazało się że są przydługawe i w żaden sposób nie pasowały do tiulowych mocno marszczonych spódnic. Panny B wyglądały jak w worach na ziemniaki. Szczęśliwie wystarczyło tylko odpruć dolny sciągacz, przyfastrygować ręcznie i z manualnym napędem (tak żeby maszyna nie robiła hałasu) doszyć go wyżej i ciaśniej :)
Zatem nie tylko sweterki mogły pojawić się na sesji, ale również pojawiła się szansa dla bluzek/tunik/sukieneczek, bo na wszelki wpadek tworząc je dodałam kilka centymetrów na dole.
Cóż, chyba z pełnym przekonaniem można powiedzieć że spora część kolekcji jest absolutnym dziełem przypadku.
Nawet niebieska koronkowa bluzeczka Ani, która stałą się moją niekwestionowaną perełeczką tej kolekcji.
Od dawna podchodziłam do tej koronki. Zależało mi na stworzeniu czegoś z głębokim dekoltem, czegoś wyjątkowo delikatnego, subtelnego, z klasą. Nieregularna koronka była do tego idealna. Było tylko jedno ale - kawałki były zbyt krótkie na bluzeczkę.
Pół roku przekładałam fragmenty materiału bezskutecznie żeby w końcu, choć nie mam pojęcia jak na to wpadłam, doszyć do tego body'owe majteczki - zakładam że genialna myśl przyszła do mnie pod prysznicem :)
Wycięłam więc gacionki ze sporym zapasem w górę i okazało się że mogą być całkiem niezłą bazą do koronkowej góry.
Mało tego ze góra prezentuje się całkiem nieźle, body jest genialnym uzupełnieniem dopasowanych balerinkowych spódnic.
To przypadkowe rozwiązanie tak mi się spodobało, że na pewno zobaczycie je jeszcze sporo razy :)
Zatem nie przedłużając....
Kolekcja: Winter is comming
Modelki: Ania, Anja, Daria, Summer
P.S. czy czytelniczki zauważyły zmianę w wyglądzie kanapy?
Jest po liftingu, dodałam jej nieco objętości na siedzisku pod pufami przez co zyskała lepszą formę. Przedni dół stał się masywniejszy a dzięki temu zabiegowi oparcie optycznie się zmniejszyło
Labels:
Ania,
Anja,
Beti,
boże narodzenie,
celebracja,
kolekcja,
Summer,
świątecznie,
święto,
WIC,
winter is coming
wtorek, 6 stycznia 2015
Zimowa wigilia po raz drugi
I to z jakim wyczuciem czasu - dzisiaj do wigilijnego stołu zasiadają prawosławni, a moje panienki po raz drugi w Wigilijnych ubrankach.
Nawet tego nie planowałam :)
Kobieca intuicja.
Dodatkowo za oknem temperatura -8 stopni Celsjusza, na polbruku i działce resztki wczorajszego śniegu - najlepsza pora żeby powiedzieć: "Winer is comming".
I nadeszła. Dziś jednak tylko część pierwsza - ta już nieco znana i przedstawiana więc zaskoczenia być nie powinno.
Kolekcja: Winter is comming
Modelki: Ania, Anja, Beti, Daria, Summer
Nawet tego nie planowałam :)
Kobieca intuicja.
Dodatkowo za oknem temperatura -8 stopni Celsjusza, na polbruku i działce resztki wczorajszego śniegu - najlepsza pora żeby powiedzieć: "Winer is comming".
I nadeszła. Dziś jednak tylko część pierwsza - ta już nieco znana i przedstawiana więc zaskoczenia być nie powinno.
Kolekcja: Winter is comming
Modelki: Ania, Anja, Beti, Daria, Summer
Labels:
Ania,
Anja,
Beti,
boże narodzenie,
celebracja,
Daria,
kolekcja,
Summer,
świątecznie,
święto,
WIC,
winter is coming
środa, 24 grudnia 2014
Wesołych Świąt
Choć przynajmniej pierwsza wersja świątecznych kreacji (niestety bez przymierzania ostatecznego- mój błąd i lekcja na przyszłość) była już gotowa dwa tygodnie temu, choć późna nocna sesja została wypstrykana tydzień temu, miałam wielkie wątpliwości czy zdążę ze świątecznym wpisem.
Bo, ponieważ, gdyż:
- lustrzane tło, szczególnie w winter'owej konwencji sesji zdjęciowej, jest może pomysłem, na poziomie idei, całkiem niezłym, ale do wykonania..... Bo jak tu się ustawić z aparatem, w takiej niewielkiej odległości od celu i nie umieścić swojego guliwerowo gabarytami odbicia na tle :)
- nocne pory, od dawna wiadomym jest, że nie służą dobrej jakości zdjęć, szczególnie że musiałam się ustawić w niedoświetlonym kąciku
- oczywiście wyzwanie ustawienia pięciu panien na bosaka, stojących na palcach, tak, by chociaż po części miały szansę zaprezentować swoje kreacje to spory orzech do zgryzienia i jeszcze więcej plastiku do utrzymania w pionie
- no i zostawianie wszystkiego na ostatnią chwilę, aczkolwiek na chwilę gdy czuje się już magię świąt, ducha bożego narodzenia, świąteczny nastrój... tylko że wtedy w tym świątecznym pakiecie dochodzi: pomóż mi upiec ciasto, potnij warzywa, potarkuj buraczki, ubij pianę, ustaw piekarnik, przesuń stół, wynieś kwiaty, ustaw choinkę, ubierz choinkę, pojedź do babci na cmentarz, zrób zakupy, piecz ciasteczka, leć do lasu po szyszki, zrób siostrze dwa stroiki... I tak co roku.
Ja, Ania, Anja, Beti, Daria, Summer i nawet nieobecny tu Paul życzymy Wam w te Święta Bożego Narodzenia sporo pozytywnych wzruszeń, miłych chwil, odpoczynku, relaksu, zabawy, ryb bez ości, nieporozklejanych uszek, bardzo pikantnego barszczu lub zupy grzybowej, słodkich ciast i oczywiście czegoś pod choinkę, od wersji minimalistycznej po kupę prezentów :)
Wesołych Świąt !!!!!!!!!
A że dziewczyny oprócz boskich ciał, posiadają również duże, dobre serca, pomyślały też o potrzebujących i wsparły w tym roku jedną z fundacji. Oczywiście wybór był oczywisty - do misiowej kolekcji dołączyła Beti.
Jeszcze raz
Wesołych Świąt
Labels:
Ania,
Anja,
Beti,
boże narodzenie,
Daria,
Paul,
przemyslenia,
Summer,
WIC,
winter is coming
wtorek, 23 grudnia 2014
Celebrytka
No stało się .
Sodówa uderzyła do głowy.
Że niby zakładając bloga/blogi tak zapewniałam że anonimowo, że bez żadnych ustawek, że niby Dex, że niby pasja, że żadnej autoreklamy, że żadnego celebryctwa, żadnych self'ie.
I co?
No jajco.
Na to chyba nie ma mocnych. Sława wciąga jak narkotyk.
Długo walczyłam z pierwszą wymówką.
Bo niby gołe giry w krótkich spodenkach podczas zabaw z zimną wodą na początku października to taki nasz ewenement pogodowy. Taki, że aż warto było go uwiecznić. Przecież nigdy wcześniej nie miałam okazji latać po letniemu już w trakcie oficjalnie kalendarzowej jesieni.
Jedni pomyślą, że wymówka dobra jak każda inna, że w zasadzie z to z deczka naciągane było. Dla innych może to i nawet anomalia pogodowa którą warto było uwiecznić. Tak czy siak, podudzie, tylna szynka i bebzonik trafiły na bloga. Oczywiście z zapewnieniami i zaklinaniem, że to taki jeden jedyny jednorazowy wypadek, że nigdy więcej, w końcu wyjątek potwierdza regułę i bla, bla, bla....
Nie minęły dwa tygodnie a cielsko znów rzuciło się na wizję....
Bo to dwa tygodnie później, a pogoda znów letnia, tak letnia że szorty ponownie wyjrzały na świat, a przecież nawet nie połowa a już koniec października był.
Bo końcówka październik to raczej pierwsze puchówki nieśmiało wyzierające z tłumu przechodniów, pierwsze skromne szaliczki owinięte na szyjach, czasem szydełkowa czapka naciągnięta na głowę. A ja w T-shircie, krótkich szortach i klapeczkach przesadzam lilaki czy liliowce.
No trzeba uwiecznić.
I nawet nie starałam silić się na oryginalność z nowym pretekstem. Minimalizm wysiłkowo-kreatywny kompletny. Skoro pogodowa wymówka była wystarczająca wcześniej będzie musiała wystarczyć i teraz.
Nie obyło się bez kolejnego zaklinania rzeczywistości. Kolejny wyjątek, jeden jedyny, że się nie powtórzy, że to ostatnie z ostatnich. Tak, dobra w tym zaklinaniu jestem.
Aktywność na blogu spadła do zera to i rzeczywiście pokus na kolejne promowanie moi (czytaj mła z francuska :P ) jakoś nie było. Warunki sprzyjające dla nówki celebrytki bez silnej woli.
Bo czytelniczkom pragnę napomknąć lub przypomnieć że z celebryctwem jest jak z wampiryzmem (wersja zmierzchowa). Nowa sytuacja życiowa zdecydowanie zwiększa apetyt i czyni spotęgowanie musu celebrytowania.
Więc żyłam tak sobie na uboczu od pokus wszelakich, bez pretekstów i kolejnych wyjątkowych sytuacji, anomalii pogodowych czy każdego innego powodu aż tu nagle....
Już zdecydowanie z nożem na gardle, w trakcie akcji "jednak przyjeżdzam na święta więc tak, wybierz się do sklepu po prezenty dla mnie" (bo jeszcze na początku grudnia zapewniana byłam że Wasza Wysokość Siostrzycza jednak nie będzie w stanie przyjechać w okresie Bożego Narodzenia) w szale latania po centrach handlowych wpadam do mojego ulubionego Moh**to i oczom nie wierzę.....
że mam bloga - pikuś
że mam dwa blogi - dalej pikuś
że już samodzielnie cielsko własne tam wrzucam jak rasowa celebryta - ciągle pikuś
ale że ja, wzorem mojej idolki Anji Rubik zaprojektowałam dla nich mini kolekcję i to w tym samym czasie co idolka - WOW !!!
Nawet jak to piszę trudno mi w to uwierzyć.
Ale mam dowód.
Na szczęście moje, w trakcie ostatniej wizyty moich cudnych czytelniczek postanowiłam (nie widząc do tej pory czym skuszona - dziś już wiem że to opacznością bożą się nazywa) podzielić się pomysłami na kreacje do świątecznej kartki moich Panien B. I głęboko wierzę, że koleżanki pamiętają niebieściutką spódniczkę z tiulu i dzianinowe błękitne sweterki......
Ponieważ ich wersja w rozmiarze super wielkim (ludzkim) dla niepoznaki już nie jako błękitna ale w pudrowym różu wisiała na wieszakach szacownego Moh**to.
Jak wielkie to zaskoczenie było, w połączeniu z nieukrywaną dumą - ja, wisząca na wieszakach, obok Anji Rubik.
Nawet przez moment się nie zastanawiając porwałam wieszaki do przymierzalni żeby uwiecznić ten bez wątpienia ogromny projektancki sukces.
I tylko może właśnie z tego powodu chwilowej bezmyślności połączonej z euforią, nie wpadłam na pomysł żeby do przebieralni zabrać ze sobą również byle jakie, ale szpilki, prezentuję się dość mało atrakcyjne w tych czarnych kaloszach, które w rzeczywistości są ładnymi półkozaczkami świetnie pasującymi do leginsów lub grubych rajstop, ale już nieco mniej do długiej tiulowej spódnicy :)
Moje drogie oto ja (nie tylko jako modelka ale przede wszystkim jako projektantka) for Moh**to ;) ;) ;)
Sodówa uderzyła do głowy.
Że niby zakładając bloga/blogi tak zapewniałam że anonimowo, że bez żadnych ustawek, że niby Dex, że niby pasja, że żadnej autoreklamy, że żadnego celebryctwa, żadnych self'ie.
I co?
No jajco.
Na to chyba nie ma mocnych. Sława wciąga jak narkotyk.
Długo walczyłam z pierwszą wymówką.
Bo niby gołe giry w krótkich spodenkach podczas zabaw z zimną wodą na początku października to taki nasz ewenement pogodowy. Taki, że aż warto było go uwiecznić. Przecież nigdy wcześniej nie miałam okazji latać po letniemu już w trakcie oficjalnie kalendarzowej jesieni.
Jedni pomyślą, że wymówka dobra jak każda inna, że w zasadzie z to z deczka naciągane było. Dla innych może to i nawet anomalia pogodowa którą warto było uwiecznić. Tak czy siak, podudzie, tylna szynka i bebzonik trafiły na bloga. Oczywiście z zapewnieniami i zaklinaniem, że to taki jeden jedyny jednorazowy wypadek, że nigdy więcej, w końcu wyjątek potwierdza regułę i bla, bla, bla....
Nie minęły dwa tygodnie a cielsko znów rzuciło się na wizję....
Bo to dwa tygodnie później, a pogoda znów letnia, tak letnia że szorty ponownie wyjrzały na świat, a przecież nawet nie połowa a już koniec października był.
Bo końcówka październik to raczej pierwsze puchówki nieśmiało wyzierające z tłumu przechodniów, pierwsze skromne szaliczki owinięte na szyjach, czasem szydełkowa czapka naciągnięta na głowę. A ja w T-shircie, krótkich szortach i klapeczkach przesadzam lilaki czy liliowce.
No trzeba uwiecznić.
I nawet nie starałam silić się na oryginalność z nowym pretekstem. Minimalizm wysiłkowo-kreatywny kompletny. Skoro pogodowa wymówka była wystarczająca wcześniej będzie musiała wystarczyć i teraz.
Nie obyło się bez kolejnego zaklinania rzeczywistości. Kolejny wyjątek, jeden jedyny, że się nie powtórzy, że to ostatnie z ostatnich. Tak, dobra w tym zaklinaniu jestem.
Aktywność na blogu spadła do zera to i rzeczywiście pokus na kolejne promowanie moi (czytaj mła z francuska :P ) jakoś nie było. Warunki sprzyjające dla nówki celebrytki bez silnej woli.
Bo czytelniczkom pragnę napomknąć lub przypomnieć że z celebryctwem jest jak z wampiryzmem (wersja zmierzchowa). Nowa sytuacja życiowa zdecydowanie zwiększa apetyt i czyni spotęgowanie musu celebrytowania.
Więc żyłam tak sobie na uboczu od pokus wszelakich, bez pretekstów i kolejnych wyjątkowych sytuacji, anomalii pogodowych czy każdego innego powodu aż tu nagle....
Już zdecydowanie z nożem na gardle, w trakcie akcji "jednak przyjeżdzam na święta więc tak, wybierz się do sklepu po prezenty dla mnie" (bo jeszcze na początku grudnia zapewniana byłam że Wasza Wysokość Siostrzycza jednak nie będzie w stanie przyjechać w okresie Bożego Narodzenia) w szale latania po centrach handlowych wpadam do mojego ulubionego Moh**to i oczom nie wierzę.....
że mam bloga - pikuś
że mam dwa blogi - dalej pikuś
że już samodzielnie cielsko własne tam wrzucam jak rasowa celebryta - ciągle pikuś
ale że ja, wzorem mojej idolki Anji Rubik zaprojektowałam dla nich mini kolekcję i to w tym samym czasie co idolka - WOW !!!
Nawet jak to piszę trudno mi w to uwierzyć.
Ale mam dowód.
Na szczęście moje, w trakcie ostatniej wizyty moich cudnych czytelniczek postanowiłam (nie widząc do tej pory czym skuszona - dziś już wiem że to opacznością bożą się nazywa) podzielić się pomysłami na kreacje do świątecznej kartki moich Panien B. I głęboko wierzę, że koleżanki pamiętają niebieściutką spódniczkę z tiulu i dzianinowe błękitne sweterki......
Ponieważ ich wersja w rozmiarze super wielkim (ludzkim) dla niepoznaki już nie jako błękitna ale w pudrowym różu wisiała na wieszakach szacownego Moh**to.
Jak wielkie to zaskoczenie było, w połączeniu z nieukrywaną dumą - ja, wisząca na wieszakach, obok Anji Rubik.
Nawet przez moment się nie zastanawiając porwałam wieszaki do przymierzalni żeby uwiecznić ten bez wątpienia ogromny projektancki sukces.
I tylko może właśnie z tego powodu chwilowej bezmyślności połączonej z euforią, nie wpadłam na pomysł żeby do przebieralni zabrać ze sobą również byle jakie, ale szpilki, prezentuję się dość mało atrakcyjne w tych czarnych kaloszach, które w rzeczywistości są ładnymi półkozaczkami świetnie pasującymi do leginsów lub grubych rajstop, ale już nieco mniej do długiej tiulowej spódnicy :)
Moje drogie oto ja (nie tylko jako modelka ale przede wszystkim jako projektantka) for Moh**to ;) ;) ;)
A już tak zdecydowanie na marginesie (w ramach wyjaśnień do etykiet wpisu) Panny B wystąpią na świątecznej kartce w nowo powstającej kolekcji (co nie przeszkodziło Moh**to już jej kopiować) "Winter is coming"
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-09blog.jpg)


