Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Quick & Easy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Quick & Easy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 września 2014

Niekonsekwencja z Q&E


Pewnie nie pierwsza i nie ostatnia w moim wydaniu.
Już tyle razy marudziłam że tak trudno jest ustawiać moje B do grupowych zdjęć. Bo wahliwe, bo wzrok nie w tą stronę, bo tłocznie, bo ciężko opanować tyle plastyku.
Najwidoczniej jednak się nie poddaję.....
OK, OK, OK, - apetyt rośnie w miarę jedzenia ,a ja nabrałam ochoty na wysublimowane, skomplikowane i jak najbardziej zbliżone do ludzkich pozy dla lalek. Sesje mają być prawie naturalne.
Niestety Barbie, nawet fashionistka, w porównaniu chociażby z Tonner'kami czy Fashion Royal'kami jest trochę jak kłoda drewna, niby ruchliwa a jednak kołek. Za to im więcej uczestniczek, tym większy wachlarz możliwości.  
A ze tym razem sesja odbywała się w domowym zaciszu to nie było potrzeby targania do lasu całego plecaka lalek, to nie trzeba było pod osłoną mchu i runa leśnego ustawiać aż czterech modelek i nie trzeba było być gotową na natychmiastowe ukrywanie czterech Barbie spowrotem do plecaka przed ciekawskimi oczami grzybiarek, których, na marginesie, zrobiło się tak dużo jak tych przysłowiowych grzybów po deszczu.
Ale że nadal trudno zapanować nad tym tłumem to zbiorówki są w skromnej ilości.
Miłego oglądania
























Stuprocentowa przedstawicielka Quick & Easy

I w zasadzie mogłabym na tym zakończyć :)
Z Summer było tak łatwo, że nawet powiedziałabym że za szybko.
Kiedy przyszło do wyboru najlepszych fotek na bloga, okazało się że lala zapozowała w trzech pozycjach i najwyraźniej już tyle zupełnie mnie usatysfakcjonowało.
Ale rzeczywiście najmniej zdjęć wykonanych a wśród nich najwięcej udanych.
Przez wpadkę Ani trochę obawiam się po raz kolejny komplementować Summer (przecież historia lubi się powtarzać), ale całkiem nieżle idzie dziewczynie....

Oczywiście obiecuję zrekompensować Summer to "quick" jakimś dodatkowym malutkim wyjściem do lasu z aparatem poza kolejką  






















czwartek, 4 września 2014

Z Anią nie jest tak easy

Ania,
Aneczka,
Anula.
Pierwsza niekoniecznie udana sesja, potem dobrze, lepiej, super, WOW aż do publicznego wyznania miłości. I..... po raz drugi trafia jej się żółta sukienka.
Jej żółtawo-czarny debiut nie wyszedł najlepiej a jednak trafił jej się po raz drugi.
Czy była to złośliwość z mojej strony? nie wydaje mi się.
Czy było to celowe zamierzenie w celu potwierdzenia tezy że Ania nie może mieć tego duetu na sobie? nie myślę
Po prostu Pani projektantka-Kalosz wybierając bazy pod sukienki nie pomyślała ani przez chwilę o noszących je modelkach a jedynie o kolorystycznym połączeniu ich z ozdobnymi tasiemkami.
Stało się to powodem kłopotów z przydziałem sukienek do modelek i jakoś tak po prostu Ani przypadło to "cudo". A niby jest cudo ,bo przecież pierwowzór całej mini kolekcji.
Powiem krótko - było ciężko. Tym razem Ania miała najwięcej odpadów fotek nieudanych.
Jednak z powodu tak bardzo udanych poprzednich sesji, na których Ania była prawie królową, całą winą obciążam ten nieszczęsny czarno-żółty duet. Ba, nawet mam na to dowody. Po pierwsze czarno-biała wersja zdjęć już nie była zła. Ale jeszcze lepszy dowód pojawił się gdy już teoretycznie skończyłam zdjęcia z Anią i rozebrałam ją do golusia. Przypomniałam sobie, że przecież lala nie ma żadnego leżącego zdjęcia (a mogła ją przecież taka pozycja obronić nawet w tym żółto-czarnym czymś). A że było już i po ubraniu, po fryzurze i nawet butach, wyciągnęłam ją nagusieńką z szuflady, tak jak ją Indonezyjczyk odlał, i wrzuciłam tylko w gęstwinę jarzębiny.
I bum !!!
Wielkie oświecenie, Ania znów zaczarowała obiektyw.

Krótko mówiąc - wszystko przez sukienkę.
I pamiętajcie o tym zawsze kiedy ktoś prześle Wam niekorzystne zdjęcie. :) :) :)




















środa, 3 września 2014

Może i quick ale zawsze na najwyższym poziomie

I to jest cała Daria.
Tutaj nie ma opcji na kiepską sesję.
Tutaj może być jedynie kłopot z kiepskim tłem :)

Wczoraj nie wspomniałam o wielkiej dla nas rocznicy. Szczególnie w obecnej makro sytuacji należy pamiętać że 75 lat temu (już bez jednego dnia) rozpoczęła się okropna II Wojna Światowa która przyniosła  tylko śmierć milionów, zniszczenia, ruiny i obozy koncentracyjne (oraz bogactwo dla ameryki, ale to osobna historia i nie na tego blogg'a).

Nie znajdzie się tutaj  kolekcja inspirowana okresem wojny, jak to miało miejsce przy obchodach 70-tej rocznicy wybuchu powstania warszawskiego gdzie jedna z firm wypuściła na rynek koszulki z nadrukami krwawiących ran, a pewien portal modowy ogłosił konkurs wśród, ostatnio modnych tak blogerek, na najlepszą stylizację nawiązującą do tamtych czasów.  
Dla mnie osobiście było to używając delikatnego języka, niezwykle niestosowne, żeby nie powiedzieć po prostu debilnie głupie i nie do przyjęcia.

U mnie za to Daria w limonkowym wydaniu Quick & Easy.
Fotogeniczna, piękna prawie w każdej pozie, uśmiechnięta, i tylko nieco niestabilna. TO już druga lala której ruchome części kończyn zaczynają przerwy we współpracy. Postawienie jej na nogach zaczyna już graniczyć z cudem.
I tak to zresztą wyglądało na sesji.
Na szczęście te kłopoty kompensowała mi jej uroda. Oliwkowa skóra, brązowe włosy i zielonkawe oczy dobrze współgrają z lasem w każdej sytuacji :).
Moim zdaniem Daria jest stworzona do przytulania się do krzorów, siadania na pieńkach, ocierania o korę, i brudzenia każdej nowej kreacji w mokrym i farbującym mchu. Tym razem projektantka swoim pomysłem na sukienkę po prostu dała ciała.


Oceńcie zresztą same :)
























poniedziałek, 1 września 2014

Q&E nie zawsze i nie wszędzie


Chyba powinnam zacząć ten wpis od kompletnego kajania się. Mea kulpa, mea kulpa i jeszcze większa mea kulpa.
Szczególnie że zdjęcia do posta czekają już od prawie tygodnia.
No nie byłabym sobą gdybym oczywiscie nie miała świetnej wymówki na ten zastój w biznesie, choć wierzcie mi, zdecydowanie wolałabym jej nie mieć.
Dopadła mnie klątwa zębowej wróżki. Ja, gryzaczka lodów w każdej ilości , zębowa rozłupywaczka orzechów, wyśmiewca reklamy pasty na nadwrażliwość zębów zostałam boleśnie ukarana. Tak boleśnie, że już prawie od tygodnia jestem 24h/dobę na prochach przeciwbólowych. Męczę się jak przynajmniej rodząca kobieta. 
Ból, rwanie, kłucie dają o sobie zapomnieć na 2-3 minuty a potem znów 2 godziny cierpienia. W takiej sytuacji zdecydowanie ostatnią rzeczą o jakiej myślę jest siadanie przed komputerem i jakakolwiek próba skupienia myśli na czymś innym niż wmawianiu sobie, że w zasadzie "prawie nic nie boli". Ale koniec jęczenia, skoro już przed komputerem zasiadłam.

Jednak zanim do lalek przejdę - brawo dla TVP !!!
Żadna ze mnie fanka piłki nożnej i przyznaję się otwarcie, że wczorajszego charytatywnego meczu nie oglądałam. Nie wiem czy to z powodu mojej zbytniej nadnerwowości, obaw o szczękościsk i kolejne bezsenne noce, jednak co jakieś 5 minut zerkałam na wyniki i nie ukrywam, były zgodne z moimi oczekiwaniami. I choć moja ukochana i jakże życiowa "Brzydula", "Lekarze" czy "Kropka nad i" są produkcją właśnie tvn to sercem byłam z telewizją publiczną. TVN zbytnio obrosło w piórka przez te kilka meczy rozegranych z Donkiem T. i jego drużyną nierobów-polityków.
I jakkolwiek wyśmiewają się z nich Pan Elokwentny i Błyskotliwy Prokop, nieco oklapnięty Król TNV Kubuś Wojewódzki i Wybitny Aktorzyno-Kobieciarz Szu Wielki Nowicki to trzeba przyznać, że bracia Mroczek przynajmniej w obszarze rekeacyjno-sportowym czegokolwiek się dotkną odnoszą sukcesy, bo i taniec z gwiazdami, i biegi i teraz piłka nożna. A żaden z nich, w przeciwieństwie do wielkich ikon polskiej telewizji i kina takich  jak drewniana Kasieńka H.C. aka Sexi Mama, Błyskotliwy Wszędzie Obecny Wielki Cyc - projektantka dziecięcych kocyków Anna M. (niegdyś życiowa partnerka tvn'owskiego króla) czy Wschodząca Star świecąca przez pół filmu Big L na przemian gołymi cyckami, tyłkiem czy pipką Agnieszka M. wcale nie czują się wielkimi aktorami na miarę przynajmniej Grammy czy Oskara (co im się zarzucało w swoim czasie).
Dlatego gratuluje ekipie TVP, nie rozwodząc się dalej nad słusznością czy celowością takowych przedsięwzięć, bo nie tu tego miejsce.

Quick & Easy
Kolekcja powstała quickly, nawet bardzo quickly  - trzy sukienki w jeden dzień. Nic dziwnego skoro to tylko kawałek prostokątnej bawełny z doszytym ozdobnym wykończeniem. Żadna filozofia. Niestety, z powodu tego quick, zaliczyłam również kilka niedociągnięć, ale tak to jest gdy szyje się na akord, bez czasu, spokoju i bez przymiarek.
 
Dlaczego powstała? Tworzenia pierwowzoru nawet nie pamiętam, bo było to rok temu, ale ile razy chciałam dołączyć ją do nowo powstałych kolekcji nigdy tam nie pasowała. Gdzieś zawsze brakowało części wspólnych. Aż tu przy reorganizacji z powodu przyjazdu siorki pomyślałam czemu by nie stworzyć może nie bliźniaczych ale siostrzanych sukienek. Pogoda była ładna, domownicy spędzali czas na ogrodzie, pomyślałam why not.
Uszyłam, wyprasowałam, ubrałam, uczesałam, spakowałam, wybrałam się na szyszeczki i  ...... klops.

Okazuje się, że pomimo wcześniejszego, totalnego i absolutnego zafascynowania lasem nie jest on rozwiązaniem moich wszystkich kłopotów.  
Niby jest ładnie, niby zieleń, błękit prawdziwego polskiego lasu, mróweczki łażące po moich spranych tenisówkach, nawet słońce które ostatnio ukrywało się na widok mojego aparatu za chmurami tym razem postanowiło mi towarzyszyć (co po przerzuceniu zdjęć do komputera jakoś także nie zagrało najlepiej), a i tubylcy widocznie już przyzwyczajeni moją tu bytnością jakoś także przestali mnie nachodzić. No jednym słowem sielsko-anielsko, a jednak coś było nie tak.
Plastic fantastic kiepsko korespondował z promieniami słonecznymi.
Anja zupełnie odmówiła współpracy. Prawdopodobnie wysoka temperatura zcinała ją z nóg. Lalka mimo wsparcia szyszkowego, gałązek i mchu nie potrafiła utrzymać pionu.
Super nowe miejsce okazało się również wymagające co do położenia fotografa bo 3/4 moich pozycji pojawiało się w postaci cienia na zdjęciach więc kąt pstrykania był również ograniczony.
Jednakowoż nie poddając się napstrykałam sporo fotek, uzbierałam dwie reklamówki szyszek, wróciłam do domu, przerzuciłam zdjęcia i .... już wiedziałam że praca poszła na marne. 
W międzyczasie z wielkiego świata przyjechała siostrunia. Wylaszczona że ho ho (i to nie to gwiazdorkowe ho), zrelaksowana, szczęśliwa, spełniona. Niby tylko tysiąc kilometrów a jakby inny świat.
Pobyła, wróciła do siebie a ja zostałam z kompleksami, nieudaną sesją i postanowieniami zmiany swojego życia.
Nowe życie zaczęłam od biegania, a dokładniej postanowień że będę biegała, jednego bardziej spaceru niż rekreacyjnego joggingu którego efektem były nadciągnięte mięśnie łydki i dwie garści jarzębin, ale co najważniejsze - nowym pomysłem na prostą sesję mojej kolekcji Q&E.
I chyba takie easy było potrzebne nowej kolekcji.
Efekt na zdjęciach wydał mi się o niebo (i las) lepszy od pierwszego podejścia.

Co do samej modelki, cóż Anja, w przeciwieństwie do swojej bardziej znanej imienniczki, po raz kolejny mnie nie zachwyciła. To już jej kolejna średnia sesja. I albo z modelką coś jest nie tak, albo fotograf trąba. Może czas pomyśleć o zmianie make-up'u albo bardziej drastycznej wymianie modelki, skoro Anja jest już i tak poluzowana.

Na tą chwilę zapraszam na Quick & Easy w klasycznej wersji biało-czarnej.
A na potwierdzenie mało udanej leśnej sesji załączam dwa dowody :)