Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TimeForFun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TimeForFun. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 października 2014

Nawet Time for Fun musi się kiedyś skończyć

Dzisiaj trochę żałuję że ta kolekcja okazała się tak niewielka, szczególnie, że miałam jeszcze pomysły na jej powiększenie. Mało tego, po przejrzeniu sesji na zdjęciach muszę w niedalekiej przyszłości powtórzyć kilka rozwiązań (nawet tych przypadkowych) tutaj użytych, bo bardzo mi się spodobały.
Nic straconego, w końcu mogę mieć kolejnych dziesięć podejść do kolekcji Time for Fun - to ja ustalam tu zasady (kocham tą absolutną władzę) - jednak będzie musiało to potrwać, a ja mam wielką ochotę skoczyć jutro do lasu i popstykać następne zdjęcia.
Tyle mogę zrobić, bo po pierwsze trudno w to uwierzyć, ale u mnie w domu sezon urlopowy wciąż trwa, maszyna do szycia zatem ma także wolne. A po drugie szczęśliwie okazało się że sezon szyszkowy się jeszcze nie skończył. Miałam obawy, że wielki karton i cztery worki zapełnione szyszkami wystarczą na moje potrzeby klombowe, ale to była tylko kropla w morzu potrzeb. Bo wychodzi na to że szyszki są mało wydajne.
Nie mam porównania z korą, nigdy jej nie kupiłam, a tym bardziej używałam, ale jeśli potrzeba jej tyle co szyszek to musi być bardzo droga inwestycja....
Myślę ze nie jest ot 1:1 bo kora nie zmniejsza dwukrotnie objętości podczas wilgotnego okresu, ale jeśli potrzeba jej nawet połowę mniej niż szyszek to i tak jest dużo.
Spacerków, żeby wypełnić moje klomby, zakładam będzie jeszcze na co najmniej dwadzieścia, więc to potencjalnie 20 sesji ale że zima zaczyna deptać po piętach nie mogę przedłużać to w nieskończoność, czekając na kolejne ubranka. Szkoda.


Wracając do TfF.
No kto mógł najlepiej pasować do brudnego różu?
No Daria.
No a jeśli do brudnego różu dodamy bardzo wieczorową porę sesji (około godziny 18:00) w lesie, jesienną porą, prawie o zmierzchu, to kto może to udźwignąć?
No Daria.
(OK, jeszcze Summer, ale niekoniecznie z różem no i przecież ona już prezentowała sukienkę z tej kolekcji).
No a że ławeczka w tle dodatkowo wsparła fizycznie rozruszane stawy to co wyszło z tego mix'u?
No pełen sukces i Daria jako jego matka :)
(przynajmniej moim skromnym zdaniem)




















poniedziałek, 6 października 2014

Time for Fun dla Anji

Udało mi się opanować pierwszą sesję Time For Fun  i od razu pomyślałam sobie ze gdyby Anja była ludzką modelką, taką która ma do opłacenia rachunki za mieszkanie, energię, śmieci, komórkę i jedzonko oraz niekoniecznie udane sesje w ostatnim czasie będące jedynym źródłem utrzymania, to te zdjęcia niekoniecznie byłyby dla Anji zabawne.
Oczywiście nie można zapomnieć że ostatnia sesja w słodko-rockowym stylu zakończyła się pełnym sukcesem, ale sukienką TFF wróciłam do grzecznych stylizacji zwiększając tym samym ryzyko potencjalnej wpadki.
Tak już na marginesie zaczęłam się zastanawiać skąd te trudności z Anją przed obiektywem. Na pewno dużo robią same ubranka, ale myślę sobie, czy jej teoretycznie niezaprzeczalny atut unikalnych zamkniętych ust nie jest powodem jej problemów. To byłaby ironia...


A skoro tyle problemów i ryzyka z tą modelką to czemu po raz kolejny trafia przez aparat?
Że niby poszukuję twardych argumentów do zakupu nowej lali?
Że jako perwersyjna małpa czerpię dziką satysfakcję z kopania leżącego?
Że mam podprogową słabość do blondynek?Że bezmyślnie biorę pierwszą lepszą lalę za giry do plecaka potwierdzając brak własnych procesów myślowych?
nieeeeee.........


Pewnie że fajnie byłoby zostać posiadaczka nowej, nieopatrzonej lali ze sztywnymi stawami, najlepiej grzywką i najpewniej uśmiechniętą. Ale zawsze każdy kolejny zakup to wielka niewiadoma czy kończyny ładnie sklejone bez pęknięć, czy stawy są, czy udało się wyłapać ruchliwość na piersiach. To wychodzi dopiero po rozpakowaniu zakupionego już pudełka, więc wcale się nie palę. Satysfakcji z perwersji również nie odczuwam, a blond kocham, zdecydowanie, jednak w wersji Prad Pitt w Joe Black :)
Anja oczywiście została wybrana do tej sukienki z powodu zimnego make-up'u. Ona najbardziej pasowała do zimnej szarości, a ja jestem zdjęciową optymistką i wierzę, że każdy może mieć udane zdjęcie lub dwa. Czasem potrzeba tylko więcej nakładów pracy, czasu lub pracy i czasu :) :).


Pogoda byłą piękna, prawie letnia, świeciło słońce. Zdarza się że takie warunki pomagają na sesji, tutaj nie przeszkadzało :).
Wynik mnie satysfakcjonuje. No i ta ławeczka.......






'
















czwartek, 2 października 2014

Lato wróciło/wróciła

Poleciała "Lato" na letnią seshodowlijeszcze jako Time For Fun....
Summer to mój czarny koń, na dodatek koń trojański mojej modelowej stajni (cóż za trafne i błyskotliwe porównania.... ach ta moja lekkość jeżyka  ;) )
Ale dosyć o mnie, nie ten blog.


Gdy przeglądałam wynik jej sesji to tylko jedno przychodziło mi do głowy: kurczę blade. Znowu.
Oczywiście sesja ponownie w lesie, bo nie ma żadnej szansy na samotność w ogrodzie. Nie mogę doczekać się montażu furtki, przynajmniej już nie każdy będzie mógł sobie wejść na działkę kiedy doczekam się wolnego dnia.
Tym razem miałam również asystenta a Summer współmodela. Tak, tak, życie na wsi wyklucza absolutnie resztki poczucia  anonimowości. Człowiek nawet nie może przejść spokojnie 200 metrów do lasu żeby się na kogoś nie natknąć. Ale nie mogę narzekać, bo mój asystent przynajmniej nie poleci zaraz do wsi i nie rozpapla wszystkim, że Dex lata do lasu z lalkami w plecaku.
Tym razem okazał się nawet pomocny.
Jak zwykle, za każdym razem, praca "z" i nad tą Panną B. jest czystą przyjemnością. Zdjęcia powstają z taką łatwością i lekkością że często zapominam że Summer jest tyko malutką plastikową lalką a nie prawdziwą modelką która świetnie współpracuje z obiektywem. Z każdym kolejnym zdjęciem wyświetlanym na ekranie aparatu tracę kontakt z rzeczywistością i kiełbaskuje mi się wyczucie skali. I to Prado pojawiając się właśnie w jednym z kadrów pokazał jak malutka jest ta lalka i że to tylko lalka. Aż sama byłam zaskoczona jak z Summer można się zatracić :)
Zobaczcie zresztą same/ sami :)


Na całe szczęście praca po raz kolejny zajęła mi minimum planowanego czasu, przez co nie zostałam przyłapana na klęczeniu z laleczką przez oficjalną właścicielkę pieska która nieoczekiwanie pojawiła się w lesie. Wrrrrr









 
i na koniec domowe, z własnej hodowli i co najważniejsze!!!!! ŚWIEŻO ZERWANE
 


 

niedziela, 30 marca 2014

WIP czyli praca w toku

Coraz bardziej zakochuję się w Ani...... ale od początku.


Nie uwierzycie na co trafiłam dzisiaj - białe grube skarpetki do szczurków, ogromniaste z pełną ferią kolorów marynarki  z ramionami jak dla graczy rugby, koszule z nadrukami w styli rozpuszczone M&M'sy postanowiłam wytrzeć własną garderobą - krótko mówiąc ohydna moda lat '80 tych w wydaniu Brandona, Brendy, Kelly, Donny, Steve'a i Dylana z Beverly Hills 90210.
Absolutnie nie mogę w tym przypadku powiedzieć o jakiejkolwiek inspiracji dla mojej "B fashion", ale na to nie liczyłam. Myślałam bardziej o sentymentalnych motylkach w brzuchu czy nostalgicznym ukłuciu w sercu za straconymi latami młodości. Nic z tego. Nawet przeuroczy, zawsze prawy, rządny, mądry, inteligentny, ciepły, współczujący, uczuciowy, sympatyczny i czarujący idealny kandydat na partnera życiowego Brandon na chwile jakoś utracił ten czar.
Ale tylko na chwile, bo moment potem zobaczyłam w nim wampirkowego Stefano i już było lepiej :). Obejrzanych przynajmniej kilkakrotnie 5 sezonów Pamiętników Wampirów, a nigdy nie przyszło mi do głowy, kto jest jego pierwowzorem i nie tylko charakterologicznie bo nawet fryzury maja ze sobą coś wspólnego.
Taka niespostrzegawcza gapa ze mnie.....
Na szczęście dla Stefano, żeby nie był taki idealnie słodko-pierdzący jak Brandon dodali mu odrobiny seksownego  Dylana - łącznie z jego porschakiem :) :) :)
Ale nie o tym chciałam pisać.
Nie chciałam również pisać o tym że na skrzyneczkę mailową dostałam informację, ze moja największa i podziwiana idolka od lalkowych ubranek dziś zamieści nową wiosenną kolekcję więc będzie "inspirejszyn". Takie szczęście mnie dzisiaj spotkało.
I wcale nie na tym koniec.....
Korzystam z każdej wolnej chwili, żeby móc coś zszyć (bo szyciem, takie zabawy w kotka i myszkę ,trudno nazwać) kiedy mam moment samotności w domu. Z takich doskoków próbuję kompletować obiecywany od dawna TimeForFun (a przynajmniej tą część którą mogę zszywać białą nitką - bo taką mam w maszynie). W ten sposób zszyłam dzisiaj długą spódnice, którą szybciutko chciałam przymierzyć na jedną z B i zobaczyć, czy chociaż to ten rozmiar. Do ręki wpadła mi Ania  - bez zastanawiania, bez kombinowania - po prostu leżała na pozostałych lalach - naciągnęłam na nią pre-spódnice i.........
Ania, bez butów na koturnach, bez stojaków czy innych stabilizujących podpórek po prostu stanęła prosto na moim łóżku. Nie oddychając, żeby jej zdmuchnąć własnym chuchem oddaliłam się po aparat.
Wróciłam, a ona ciągle trzymała pion.....
Nie zaryzykowałam, więc Ania jest pół toples , ale mogę się do tego nie przyznać i udać, że zorganizowałam sesje w stylu Anji Rubik i jej 25magazine.
Moja Ania z sesji na sesję jest coraz piękniejsza....
I te czarne włosy idealnie pasujące do dołu..... dobrze wiedziała kiedy wejść w moje ręce :)


Nie przedłużając - zapraszam do podziwiania mojej boginki w wydaniu posągowym (oczywiście dla 25 magazine :))


p.s. proszę ignorować te widoczne fastrygi - to wersja "w toku"