Tak jak obiecałam, dzisiaj turorial leżaczka, a dokładniej dwóch, i to różnych :D, prezentowanych w ostatnim poście.
(Ciekawe ilu z Was to zauważyło ;P)
Projekt miał być przede wszystkim prosty i szybki do wykonania takie wash & go. No i przy okazji nieco wytrzymały. Nie lubię jednorazowych mebelków, choć na pewno są łatwiejsze w wykonaniu.
Like I promised, today I'll make you a turorial how to make a sunbed, more precisely two sunbeds, different ones : D, presented in my last post.
(I wonder how many of you have noticed it ;P)
This project was supposed to be easy and quick to do, just wash & g . Well, and maybe a little hardy. I do not like single-use pieces of furniture, although they are definitely easier to make.
Hmmmm....
Postawiłam na drewno, choć w przypadku mieszadełek do ciepłych napoi to duuuużo powiedziane.
Ale:
są tanie - za dwa opakowanie zapłaciłam 20 zł
są elastyczne - wystarczy 20 minut w wodzie i mieszadełka można wygnać w każdą stronę.
Góra powstała z łazienkowego dywanika kupowanego na metry,. Ale po kolei.
Hmmmm ....
I have choosed wood, although it's a little a overstatement to call stirrers for warm drinks a wood.
But:
they are cheap - I've paid PLN 20 for two packages
they are flexible - just 20 minutes in water and you can bend them .
Top is made of a bathroom rug bought by the meter. But first things first. Od początku chciałam zrobić 2 leżaki.
Potrzebowałam 2x2 mieszadełka na nogi i siedzienie + 2x2 mieszadełka na oparcie.
Patyczki zamoczyłam na 20 minut, a w tym czasie szukałam w domu rzeczy na których mogłabym mieszadełka wygiąć i wysuszyć.
Na nogi i część siedzącą wybrałam butelkę po oshee a na oparcie małą doniczkę.
From the beginning I wanted to make 2 sunbeds.
I needed 2x2 stirres for leg and sit + 2x2 for the back.
I strewed the sticks for 20 minutes, looking for things on which wooden tables could be bend and dry.
FOr the legs I've choosen a oshee bottle, for the back of a small pot.
I tu podpowiedz dla Was - niestety pojedyncze mieszadełko to za mało żeby utrzymać lalkę.
Ja miałam szczęście bo zakładając zrobienia dwóch sztuk leżaków wszystko powyginałam razy 2 mogłam wiec sklejać poszczególne elementy ze sobą.
I jak na moje potrzeby i częstotliwość użytkowania konstrukcja jest na chwilę obecną wystarczająca :)
Już teraz wystarczyło tylko połączyć nogi przykleić siedzenia i.....
zająć się drugą sztuką.
And here's a hint for you - unfortunately a single stirrer is not enough to keep a doll.I was lucky because assuming making two pieces of sun loungers, I stretched everything twice so I could stick individual elements together.
For my needs and frequency of use, the construction is now sufficient for now:)
It was enough now just to join the legs, to glue the back and .....
working on the second piece.
Choć mieszadełka wyginane były na tyma samym sprzęcie, choć wydawało mi się że wszystko jest wyginane z tą sama siłą, po wysuszeniu okazało się że wersja nr 2 ma bardziej pionowe oparcie.
I bardzo mi się to podoba. Bo coprawda planowałam takie same leżaki ale dwa różnie wygięte są świetnym rozwiązaniem.
Although the stirrers were bent on the same equipment, although it seemed to me, that everything was bent with the same strength, after drying, it turned out that the version No. 2 has a more vertical back.
And I like it very much. Because even I've planed to have the same sunbed, two different are a great solution
P.S muszę jeszcze tylko pomyśleć czy ich nie przemalować.
kolory są coprawda letnie, ale bardzo ciężko dobrać ubranka do tej kolorystyki :) :) :)
P.S I just have to think about whether to repaint them.
colors are summerly, but it's very hard to choose clothes for this color :) :) :)
Blog about Barbie dolls and her clothes, furnitures and accesories. Blog o lalkach Barbie i jej ubraniach, meblach i dodatkach
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Flower Lady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Flower Lady. Pokaż wszystkie posty
środa, 15 sierpnia 2018
niedziela, 10 sierpnia 2014
3L czyli Lato Las & Lalka w kwiatki
Stało się, I did it czy tam amen.
(no i jak na niewiele praktykującą katoliczkę znów kościelne nawiązanie)
Jest letnia pora, jest las i moja ostatnia z ruchliwych modelek -Sommer w sukience z kwiecistym motywem.
Prawie jak zwykle miało być inaczej a wyszło jak wyszło.
Sommer także miała dostać specjalnie uszytą na ten wypad sukienkę, bo mam idealny dla niej kawałek materiału. Liczyłam że wpadnie mi do głowy jakiś wymagający minimalnego szycia pomysł, ale umiesz liczyć na moją głowę? To nie licz.
Zakładam również najgorszy ze scenariuszy na najbliższy czasokres, czyli kolejna blokada twórczo-produkcyjna do domu znów zawitał sezon urlopowy, za chwil parę przyjazd siostrzyczki i zdecydowanie elektryzująca atmosfera w związku ze wzrostem zaludnienia na m2.
Stanęłam więc przed wyborem - albo coś znajdę w gotowych ubraniach i dokończę projekt, albo będzie klapa.
Dlatego Sommer, w przeciwieństwie do poprzedniczek, jest zapowiedzią nowej kolekcji "Flower Lady". W motywach kwiatowych zakochałam się w dniu w którym otrzymałam katalog na wiosnę/lato Orsay'a. Była tam laska w marynarce i spodniach z kwiatami.
Byłam tak zauroczona kompletem że zdecydowałam się nawet przymierzyć podobne spodnie - mojego kompletu w sklepach jeszcze nie było. Szczęście w nieszczęściu moje krótkie grube nóżki nie wyglądały ani ponętnie, ani seksownie, ani nawet długo. Krótkie, krzywe beczułki owinięte w dosyć obcisły obrus.
Fascynacja kwiatowa jednak nie minęła i nawet pomimo nieudanej próby w Orsay'u szukałam jeszcze szczęścia w innych fasonach. Ale zawsze coś było nie tak. Za to moje dziewczyny.....
Nie ma co ukrywać, są wystarczająco idealne nawet na najbardziej pstrokate i ołąkowane motywy stąd postanowiłam zainspirować się kwiatami w ich garderobie. Jak zwykle to była, nie znalazłam idealnego materiału z kolorową łąką na białym tle (o mini rozmiarach kwiatków nawet nie próbowałam marzyć) nie znalazłam nawet materiału bliskiego ideałowi, stąd powstałą bardzo luźna wariacja na temat mojego kwiatowego garnituru.
Tyle o genezie "Flower Lady" (która, obiecuje, nie zakończy się na tym sportowym szyku, ale będzie jeszcze miała wiele odcieni).
Sommer w obiektywie jest równie fotogeniczna co pozostałe laleczki, choć zawsze obawiam się o jej delikatnie małpowatą twarzyczkę. Bo Barbie, moje drogie nieznawczynie tematu, posiadają różne kształty twarzy czyli moldy. Jest mold tradycyjnej Barbie blondyny, jej przyjaciółki trzpiotki, która zazwyczaj ma rudawe włosy i jest mniej szykowna i glamour (i to ten jest bardzo lubianym moldem wśród zbieraczek), oraz mold latino- afrikano, która zazwyczaj ma ciemniejszy kolor skóry i wspomnianą już wyżej małpowatą twarzyczkę.
Dobrze, że prowadzę tego bloga tylko w wersji polskiej, bo JLo mogłaby poczuć się nieco obrażoną.
Obrażanie czy nie, fakt jest faktem, Sommer jest delikatną małpiatką.
Tym razem modelce jako tło towarzyszy chwilami osobnik rodzaju męskiego.
Wyprzedzając pytanie odpowiadam że nie jest to Paul.
Z tą swoją blond szopą nie wpisywał się w żaden sposób w wizję miedzianej sesji.
Za to genialnie pasował do niej labradorek Prado, który pełnił rolę nie tylko genialnego drugiego planu ale był też świetnym odstraszaczem na ewentualność ponownego spotkania z tamtym pchlarzem. Taki gwarant minimalnego spokoju.
Dobra, trochę ściemniam.
Prada spotkałam przy wejściu do lasu, on właśnie kończył spacerek z Panem, ja zaliczałam teoretycznie kolejny wypad po szyszeczki. Wizja towarzyszenia przy sesji pieska była, przynajmniej teoretycznie, kłopotliwa bo:
a) koteczki nie potrafią się oprzeć lalkowemu towarzystwu dlaczego więc miałby się mu oprzeć pies - co byłoby kłopotliwe podczas pozowania
b) akurat ten pieseczek nauczony jest taskać po lasach konary twa razy większe od niego, a że za cholerę nie ma wyobraźni przestrzennej, nie raz już oberwałam takim kijkiem po nogach kiedy się do mnie zbliżał, co mogło oczywiście spotkać również Sommer, tylko skutki takiego muśnięcia byłby dużo większe dla sesji
c) nie dość że trzeba pilnować siebie przed oczami wścibskich to jeszcze dochodzi pilnowanie pieseczka żeby gdzieś się nie rzucił na jakiegoś szczekającego zdechlaka (w wersji optymistycznej dla mnie)
d) no i w przypadku potrzeby ratowania, czy złapania i utrzymania pieska z dala od intruzów gdzie jest czas na chowanie całego sesyjnego majdanu.
Jakby na to nie patrzeć towarzystwo Prada sprzyjało zdemaskowaniu mojego hobby, ale jak tu powiedzieć wujkowi, że nie wezmę pieska bo mi przeszkodzi w zbieraniu szyszek.
Dlatego jest.
Zachowywał się nawet prawie poprawnie. Sommer niewiele go interesowała, bo jak przy takich wymiarach konkurować z dziesiątkami wielgachnych konarów, dwa razy wyczuł na tyle wcześnie spacerowiczów, że zdarzyłam go zająć zabawą żeby nie musieć za nim latać po lesie za nowymi kumplami, poobijał trochę piszczele, skacząc do gałęzi wyrzucił pół reklamówki uzbieranych szyszek, ale takie koszty za udaną sesje....... to jak nic.
A przecież w życiu nie ma nic za darmo.
Miłego oglądania
I do zobaczenia pewnie za jakiś czas
(no i jak na niewiele praktykującą katoliczkę znów kościelne nawiązanie)
Jest letnia pora, jest las i moja ostatnia z ruchliwych modelek -Sommer w sukience z kwiecistym motywem.
Prawie jak zwykle miało być inaczej a wyszło jak wyszło.
Sommer także miała dostać specjalnie uszytą na ten wypad sukienkę, bo mam idealny dla niej kawałek materiału. Liczyłam że wpadnie mi do głowy jakiś wymagający minimalnego szycia pomysł, ale umiesz liczyć na moją głowę? To nie licz.
Zakładam również najgorszy ze scenariuszy na najbliższy czasokres, czyli kolejna blokada twórczo-produkcyjna do domu znów zawitał sezon urlopowy, za chwil parę przyjazd siostrzyczki i zdecydowanie elektryzująca atmosfera w związku ze wzrostem zaludnienia na m2.
Stanęłam więc przed wyborem - albo coś znajdę w gotowych ubraniach i dokończę projekt, albo będzie klapa.
Dlatego Sommer, w przeciwieństwie do poprzedniczek, jest zapowiedzią nowej kolekcji "Flower Lady". W motywach kwiatowych zakochałam się w dniu w którym otrzymałam katalog na wiosnę/lato Orsay'a. Była tam laska w marynarce i spodniach z kwiatami.
Byłam tak zauroczona kompletem że zdecydowałam się nawet przymierzyć podobne spodnie - mojego kompletu w sklepach jeszcze nie było. Szczęście w nieszczęściu moje krótkie grube nóżki nie wyglądały ani ponętnie, ani seksownie, ani nawet długo. Krótkie, krzywe beczułki owinięte w dosyć obcisły obrus.
Fascynacja kwiatowa jednak nie minęła i nawet pomimo nieudanej próby w Orsay'u szukałam jeszcze szczęścia w innych fasonach. Ale zawsze coś było nie tak. Za to moje dziewczyny.....
Nie ma co ukrywać, są wystarczająco idealne nawet na najbardziej pstrokate i ołąkowane motywy stąd postanowiłam zainspirować się kwiatami w ich garderobie. Jak zwykle to była, nie znalazłam idealnego materiału z kolorową łąką na białym tle (o mini rozmiarach kwiatków nawet nie próbowałam marzyć) nie znalazłam nawet materiału bliskiego ideałowi, stąd powstałą bardzo luźna wariacja na temat mojego kwiatowego garnituru.
Tyle o genezie "Flower Lady" (która, obiecuje, nie zakończy się na tym sportowym szyku, ale będzie jeszcze miała wiele odcieni).
Sommer w obiektywie jest równie fotogeniczna co pozostałe laleczki, choć zawsze obawiam się o jej delikatnie małpowatą twarzyczkę. Bo Barbie, moje drogie nieznawczynie tematu, posiadają różne kształty twarzy czyli moldy. Jest mold tradycyjnej Barbie blondyny, jej przyjaciółki trzpiotki, która zazwyczaj ma rudawe włosy i jest mniej szykowna i glamour (i to ten jest bardzo lubianym moldem wśród zbieraczek), oraz mold latino- afrikano, która zazwyczaj ma ciemniejszy kolor skóry i wspomnianą już wyżej małpowatą twarzyczkę.
Dobrze, że prowadzę tego bloga tylko w wersji polskiej, bo JLo mogłaby poczuć się nieco obrażoną.
Obrażanie czy nie, fakt jest faktem, Sommer jest delikatną małpiatką.
Tym razem modelce jako tło towarzyszy chwilami osobnik rodzaju męskiego.
Wyprzedzając pytanie odpowiadam że nie jest to Paul.
Z tą swoją blond szopą nie wpisywał się w żaden sposób w wizję miedzianej sesji.
Za to genialnie pasował do niej labradorek Prado, który pełnił rolę nie tylko genialnego drugiego planu ale był też świetnym odstraszaczem na ewentualność ponownego spotkania z tamtym pchlarzem. Taki gwarant minimalnego spokoju.
Dobra, trochę ściemniam.
Prada spotkałam przy wejściu do lasu, on właśnie kończył spacerek z Panem, ja zaliczałam teoretycznie kolejny wypad po szyszeczki. Wizja towarzyszenia przy sesji pieska była, przynajmniej teoretycznie, kłopotliwa bo:
a) koteczki nie potrafią się oprzeć lalkowemu towarzystwu dlaczego więc miałby się mu oprzeć pies - co byłoby kłopotliwe podczas pozowania
b) akurat ten pieseczek nauczony jest taskać po lasach konary twa razy większe od niego, a że za cholerę nie ma wyobraźni przestrzennej, nie raz już oberwałam takim kijkiem po nogach kiedy się do mnie zbliżał, co mogło oczywiście spotkać również Sommer, tylko skutki takiego muśnięcia byłby dużo większe dla sesji
c) nie dość że trzeba pilnować siebie przed oczami wścibskich to jeszcze dochodzi pilnowanie pieseczka żeby gdzieś się nie rzucił na jakiegoś szczekającego zdechlaka (w wersji optymistycznej dla mnie)
d) no i w przypadku potrzeby ratowania, czy złapania i utrzymania pieska z dala od intruzów gdzie jest czas na chowanie całego sesyjnego majdanu.
Jakby na to nie patrzeć towarzystwo Prada sprzyjało zdemaskowaniu mojego hobby, ale jak tu powiedzieć wujkowi, że nie wezmę pieska bo mi przeszkodzi w zbieraniu szyszek.
Dlatego jest.
Zachowywał się nawet prawie poprawnie. Sommer niewiele go interesowała, bo jak przy takich wymiarach konkurować z dziesiątkami wielgachnych konarów, dwa razy wyczuł na tyle wcześnie spacerowiczów, że zdarzyłam go zająć zabawą żeby nie musieć za nim latać po lesie za nowymi kumplami, poobijał trochę piszczele, skacząc do gałęzi wyrzucił pół reklamówki uzbieranych szyszek, ale takie koszty za udaną sesje....... to jak nic.
A przecież w życiu nie ma nic za darmo.
Miłego oglądania
I do zobaczenia pewnie za jakiś czas
Subskrybuj:
Posty (Atom)





