Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ribbon variations. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ribbon variations. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 grudnia 2015

Szczęśliwego

Moi drodzy,
Ten rok był niesamowity dla tego bloga. Sporo udanych sesji,  kilka niezapomnianych kreacji (w końcu był to rok pod patronatem Kopciuszka,  nie mogło być inaczej), rozpoczęcie Kącika Pszczółki M. ponad 2.500 wyświetleń w tym roku, nowi obserwatorzy nie tylko z Polski (i to beż żadnej reklamy,  bez pozostawianych linków na innych blogach).
W zasadzie powinnam sobie życzyć przyszłego roku choć w połowie tak aktywnego i tak rozwojowego, ale zdaję sobie sprawę, że nawet połowy tegorocznego sukcesu trudno będzie powtórzyć.
Dlatego życzę sobie aby w nowym roku my B fashion przynosił mi równie wiele satysfakcji i radości co w roku obecnym (bez względu na ilość odsłon), aby dla wszystkich obserwatorów stał się magiczną czasoprzestrzenią, w której na chwilę zapomina się o codzienności, kłopotach i smutkach dnia codziennego.
 
Szczęśliwego Nowego roku pełnego fantastycznej zabawy !!!!!
A happy New Year full of fun !!!!!
Frohes neues Jahr und viel Spaß im neuen Jahr !!!!!
 
Oczywiście zgodnie z tradycją (tak, tak, można już tak powiedzieć) mam dla Was noworoczną mini sesję. Nieco niecodzienną (to już niekoniecznie tradycja) bo tak jak dwa lata temu Panny wystąpiły w kreacjach jednorazówkach stworzonych z resztek materiałów i tasiemek, tak w tym roku jednorazówki powstały z papieru i taśmy klejącej.
Ale dość gadania zapraszam do oglądania :).
(niestety jeszcze bez mojej Bożonarodzeniowej niespodzianki ponieważ w dniu przygotowania sesji coprawda była już w moim domu, ale jeszcze zakryta szczelnie warstwami papieru ozdobnego. 
 
Kolekcja: Happy New Year 2015
Modelki: Ania, Anja, Beti, Daria, Diana, Summer
 





 
 

sobota, 5 lipca 2014

Magic of ribbon

Niniejszym mam niewątpliwą i nawet nieukrywaną przyjemność przedstawić pierwszą kolekcję z cyklu tasiemkowych wariacji !
Myslałam że będę z nią miała problemy nie tylko w fazie tworzenia projektów, ale przede wszystkim przerażało mnie wykonanie obrazków które rodziły się w mojej głowie.
Cóż, nieskromnie mogę powiedzieć, że efekt końcowy nawet mnie mile zaskoczył i jest lepszy od tego, czego się spodziewałam (co w przypadku mojej radosnej twórczości nie jest znów takie częste :) ).
Nie są to jeszcze ekstremalne wariacje - ale przecież to pierwsze podejscie gdzie i tasiemki musiały oswoić mnie, i ja oswoić swoje myśli, tudzież palce, z tym niecodziennym surowcem na garderobę.
Zapraszam więc do delektowania się oraz kontemplacji, wizualizacji mojego, jeszcze nieco zachowawczego szaleństwa z tasiemkami.



PS Moją zdecydowaną fawortką tych dwóch sesji zdjęciowych jest Summer.
W tych okolicznościach przyrody i otoczenia aparat pokochał ją z wzajemnością. Niezły pierwszy raz :)



PS2 W poprzednim poście zapomniałam wytłumaczyć się z mało różnorodnych zdjęć, co tłumaczy widoczne wariacje w photo shop'ie. Bardzo zależało mi na zrobieniu tej sesji całościowo dzisiaj, nawet z jednym "dorosłym" na karku, ryzykując dekonspirację ponieważ na następne 30 dni nie jestem w stanie nic zaplanować. Stąd i ilość zdjęć mocno ograniczona i jakość, powiedzmy delikatnie, nie z pierwszej półki, ale dogonił mnie zmierzch, a sprzęt bez porządnego naturalnego oświetlenia odmawia współpracy na zadawalającym poziomie. 

Ladies and gentlemen !!!! Ribbon variations!!!
















 













środa, 2 lipca 2014

Obiecanki cacanki...

... i głupiemu wstyd.
Bo niestety nie udało się uszyć kolekcyjki na dwa podejścia.
A że grafik rodzicielski, którego miałam niezwykłą okazję zobaczyć ,na miesiąc lipiec jest PUSTY, marnie widzę jakiekolwiek prezentacje kolekcji do połowy sierpnia.
Miał być dzisiaj dzionek w pracy, taki ostatni który dawał szanse na wykończenie i sam pokaz drugiego podejścia do szyfonu oraz tasiemkowych wariacji , jednak magicznie zamienił się na nockę.
Potem będzie jeszcze jeden jedyny ostatni dyżur w tym miesiącu ale wypadnie w sobotę. Więc pozamiatane.
Coraz częściej zastanawiam się czy tego nie rzucić....
I to nie dlatego, że żadnej rzeczy nie potrafię doprowadzić do końca. Po prostu trudno czerpać przyjemność z czegoś, co robi się potajemnie, przez 5 minut między zbieraniem stonki z krzaków ziemniaków a pieleniem małej rzodkiewki z nosem przy oknie, bo może ktoś się zbliża do domu
:( :( :(
Kiepścizna.


I żeby nie było że ściemniam - załączam dowód potwierdzający że tworzyłam




Chyba zdecydowanie czas oficjalnie otworzyć wymagającego mniejszego zaangażowania w środki zewnętrzne bloga a'la Carrie. Może tym razem się uda.
Zatem zapraszam
 
http://lifeitcbydex.blogspot.com/