Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blue. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blue. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 czerwca 2015

Blue w wydaniu maksymalnym

Ostatnia odsłona wersji blue to maxi blue.
Maxi blue znów trochę z przypadku.
W zasadzie może ta kolekcja zamiast blue powinna nazywać się właśnie "przypadek" :)
Nie, blue is good.

To najbardziej nostalgiczna blue.
I wietrzna :)
O ile można tak powiedzieć to góra sukienki powstała z resztek przygotowanych do sukienki na Darii a dół czekał na górę czas jakiś.
Sukienkę lubię i nie przeszkadzają mi te etniczne motywy. A nawet doceniam fakt ze się tak ładnie ułożyły zdecydowanie zdobiąc tą sukienkę (bo się tak niby same układały :P)
Oczywiście najpiękniej prezentuje się w ruchu, a przy plastykowych modelkach ruchu jak na lekarstwo. Zresztą wiaterek na zewnątrz też nie zawsze chce się uzewnętrzniać, to co siedziwic samym lalom.

Na szczęście "odpowiednią" sesyjną pogodę udało mi się przyłapać jeszcze w trakcie szycia. I choć dzieło gotowe jeszcze nie było i tak nie odmówiłam sobie
przyjemności zrobienia kilku zdjęć, a Beti pojawienia się, choćby na momencik, na blogu.




Sama chętnie posiadłabym taką sukienkę.
Szczególnie że ostatnio aura jest coraz bardziej pasująca do noszenia takich właśnie kreacji.

A poniżej właściwa już modelka, choć odnoszę wewnętrzne wrażenie, że znów przy złym tle. Żółty jakoś jej nie służy. A może nawet i zielony.....
No i bez wiatru, wietrzyka, nawet zefirka :(
Za to pomiędzy podlewaniem kolejnych krzaczków truskawek :)

Kolekcja: blue
Modelki: Anja












A na deserek duecik z nowo nabytą siostrą


piątek, 19 czerwca 2015

Summer w wersji blue i moja wpadusia

Blue po raz drugi czyli druga odsłona kolekcji  i druga w kolejce powstawania kreacja.
Sukieneczka znów bardzo prosta.
Jej główną ozdobą jest, zaszaleję i powiem że fantazyjny przód.
Znów efekt uzyskany dzięki bardzo wyjątkowo cieniutkiej bawełence, która nie tylko pozwoliła się zszyć na takim wąskim paseczku ale pozwoliła się jeszcze przewrócić na prawą stronę (co zazwyczaj jest niewykonalne).
Cóż że potrzebowałam do tego pincety, patyczka do szaszłyków i worka cierpliwości. Efekt końcowy osiągnięty :)

Pierwszy etap doszywania góry i ramiączek przygotowałam tego samego dnia co sukienkę numer jeden, całą resztą (doszycie ramiączek, zakładki i zszycie sukienki) zajęłam się ostatnio.
No i ponownie nic spektakularnego. Nie ma warstw, nie ma pięter, nie ma tysiąca koralików, nic nie fruwa na wietrze. Gdyby nie te ramiączka i dekolt, sukienka mogłaby spokojnie trafić do kącika Pszczółki M.

Te same sesje :)
Kilka fotek w ogródkowym buszu - choć to zupełnie inne krzaczorki niż te w których wylądowała Daria, domowa sesja w tym samym pokoikowym kąciku.

Ale dziś słów kilka na temat sofy.













 
Jakim cudem dopiero teraz to zauważyłam?
Jakim cudem to w ogóle zrobiłam?
 
Wpadka na całej linii.
I już rozumiem dlaczego sofa wydaje się mieć różne wysokości na obu bokach.
Już też zauważyłyście?
 
Boki są nierówno wywinięte. :D
Na jednym przód zachodzi do tyłu a na to jest wywinięcie oparcia z góry a na drugim najpierw wywinięcie z góry a potem na tył. I ta strona wydaje się wyższa ;)
 
No żeby takie głupstwo walnąć !!!
Na  produkcji czwartej kanapy !!!
To nie wpadka, to ogromniasta wpada.
W przyszłości muszę się bardziej skupiać przy pracy.
 
Oczywiście mebelek robi wypad z mojego domu i z tego miejsca zapytuję czy chce ją ktoś przygarnąć.
Oddam z przyjemnością :)
Przygarnij kanapkę plizzzzzzzzzzz 
 
Wasza niepoukładana, roztrzepana, śniąca o niebieskich migdałach Dexiówa
 
P.S. Cieszę się że chociaż książki wychodzą bardzo czytelnie na zdjęciach. Nie tylko można przeczytać co w biblioteczce posiadają moje Babrbiuchy ale jeszcze można sobie obejrzec okładki tych książek :)
 

czwartek, 18 czerwca 2015

Ania w rękawie

Witajcie w kąciku Pszczółki M
Niespodzianka?
Dla mnie także.
Również najprostsza z prostych sukieneczek może trafić do zawodowej kolekcji :) Nawet jeśli jest trochę przypadkowa - ta kolekcja oczywiście.
Tym razem nie będzie kolejnych kroków jej tworzenia bo w zasadzie nie ma tu żadnych etapów szycia.
Powstała wąska tuba a potem doszyłam do niej tylko kilka koralików.
No dobra, kilkadziesiąt.
Ale to wszystko :)
 
Nawet nie wiem kiedy przygotowałam tą tubową bazę.
Pamiętam tylko że przy wycinaniu dwóch pierwszych sukieneczek zostało mi trochę odpadu i nie zastanawiając się nad tym czy kiedykolwiek coś do tego wymyślę czy dosztukuje postanowiłam tubę uszyć.
I nawet nie trafiła do koszyka z "półproduktami do wykończenia" coby nie drażnić moje oko i sumienie przy kolejnych porządkach.
Skończyła w pudle na resztki. 
 
Trafiłam na nią przez zupełny przypadek.
Bez większego powodu powstał w głowie pomysł na bardzo letnią barbiową bluzeczkę, której podtrzymaniem miały być koralikowe ramiączka. Ale takie sprytne, bo koraliki są nawlekane na cieniutkie gumeczki (to oprócz ostatnio ukochanego szyfonu mój ulubiony element lalkowej garderoby).
Takie dwie pieczenie na jednym ogniu - fajna nietuzinkowa ozdoba i sprytne elastyczne rozwiązanie.
Do bluzeczki potrzebowałam dosłownie kawałeczka materiału. A jak malutki kawałeczek to resztkowe pudło. No i jak się zdziwiłam kiedy pomiędzy skraweczkami wyleciała gotowa sukienusia.
No a skoro pomysł na koralikowe ramiączka też był już w głowie gotowy.....
kto mi zabroni zrobić swój własny pomysłowy plagiat :)
Więc zrobiłam.
 
Będąc zupełnie szczerą, to najwięcej kłopotu w tej całej kreacji miałam właśnie z nawlekaniem koralików :). Nitkowe gumeczki, mimo że jak na gumeczki są wyjątkowo cieniutkie, to w porównaniu z średnicą nitki trochę są grubawe :)
Oczywiście ostatecznie dałam radę, nawet jeśli pół koralików nie dało się nawlec. I wyszło nieźle. A sukienka stała się inspiracją na kolejną wariację koralikową przy następnych ubrankach. 
 
Tymczasem zapraszam na sesje z Anią, jej ulubionym Dan'em Brown'em na koślawej kanapie, ale wcześniej odrobina natury i kolejny kwiatowy busz.
Gatunek coprawda ten sam co u Darii, ale zupełnie inna okolica i zupełnie inne okoliczności natury :).
 
Kolekcja: Blue
Modelki: Ania
 










No a jak Ania stanęła przed obiektywem, to nie mogło obyć się bez Darii. Przytruchtała szybciutko w podobnej sukience i zagroziła, że jeśli nie będą miały kilku wspólnych fotek to odmówi współpracy na kolejne cztery sesje.
Nie mogłam odmówić.
Szczególnie że jeszcze na tym etapie nie posiadłam modelki nr 5 :P




No i zapomniałam zapytać jak wypadł w swoim debiucie nowy regał.

wtorek, 16 czerwca 2015

Tak trochę przypadkiem

Hmmmm
Od czego by tu zacząć, bo to taka trochę nietypowa kolekcja.
O ile w ogóle można to nazwać kolekcją.
Każda sukienka powstawała bardzo niezależnie, w jeszcze bardziej niezależnym czasie, terminie i ostatecznym wyglądzie.
 
Po pierwszej części 50 Shades of Greys ambitnie zaplanowałam sobie część drugą i trzecią. Przyznam że do trzeciej powstały już nawet pierwsze spodnie, ale na tym zapał do Grey'ów opadł. Zaczęły się natomiast powodo-wymówki dlaczego do drugiej części zasiąść nie mogę.
Materiał.
Nie było odpowiednich kolorów w domu. Nieszczęście w szczęściu w H&M wpadła mi w ręce dziecięca bawełniana koszulka w kolorze granatu. Z dodatkowo gratisową cekinów aplikacją.
No to był już materiał, jednak nadal brakowało pomysłów.
Pomysł.
Bo z pomysłami, lub raczej ich brakiem jest o tyle trudniej, że rzadko można na nie wpaść w przecenionych regałach.
Siedziałam więc sobie w domku nad tym mini t-shirt'em, oglądałam, dotykałam, przekładałam, marszczyłam w poszukiwaniu natchnienia ale nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. Może z wyjątkiem nieco perwersyjnej przyjemności płynącej z samego dotykania dziecięcej konfekcji.
Nie wiem dlaczego, ale wszystkie bawełniane dzianiny na które trafiam w sklepach z materiałem są zawsze takie grube i mięsiste. Niestety w negatywnym tego słowa znaczeniu. "Grube i mięsiste" w świecie Barbie są jedynie synonimami złego układania się, puszenia oraz grubaśnych wałków przy podkładaniu materiału.
Niewiele pozytywnego.
Za to bawełna z dziecięcych ubranek jest delikatna, leciutka i cieniutka do tego stopnia że materiał można swobodnie składać nawet na dwie warstwy.
I na pewno jest to droższa droga nabywania materiału, ale za to daje dużo więcej możliwości. Stąd ostatnio często można mnie znaleźć buszującą na dziecięcych stoiskach :)
Kontynuując jednak wątek główny:
macając tak i miętosząc swój nowy zakup wymyśliłam że to dobry moment na uszycie sukienki z fasonem "szelkowym". Zamiast podwijać elementy z dwóch stron po prostu zszyję to w tunel i będę miała dwustronną elegancję.
Dodatkowo warunki były na tyle sprzyjające że od razu mogłam swoje plany realizować, w zasadzie od ręki.
 
Samo uszycie wersji basic zajęło mi niewiele czasu. Na tyle niewiele, że nawet niespodziewanie dla samej siebie mogłam zacząć zszywać drugi model.
 
Teoretycznie więc poszło szybko, sprawnie, bez większych i nawet mniejszych kłopotów. Pojawił się tylko mały, malutki problem. Sukienka nie pasowała mi formą do założeń 50 shades.
A jak to nie zagrało, to nie było też sensu zastanawiania się jak ją wykończyć i czym.
 
Leżała sobie tak biedaczka basic'owa, przerzucana jedynie przy kolejnych porządkach czy segregacjach z kupki jednej na drugą. I na tym się jej szanse wykończeniowe kończyły.
 
Jednak dnia pewnego i moja wytrzymałość jako samej przerzucającej tymi  kupkami się skończyła. Bo ileż można tworzyć te ubraniowe wieżyczki w nieskończoność, marząc podświadomie że same się wykończą, lub w najgorszym wypadku siedmiu krasnoludków się nimi zajmie (wszyscy wiemy ze gust mają bardzo specyficzno unikatowy).
Krasnale się nie pojawiły, magicznego aktu samowykończenia też nie doświadczyłam, trzeba było zająć się tym osobiście i własnoręcznie.
No to się w końcu zabrałam.
I tak oto, dość nieoczekiwanie nawet dla mnie, nie wiedzieć kiedy, stałam się właścicielką nie tylko jednej , ale czterech wykończonych sukienek w kolorze granatu. 
 
Jak rzutem na taśmę, dwa dni potem miałam też okazję na małe fotografowanko w plenerze. Kraj ogarnia susza, żar leje się z nieba, słońce pali wszelką roślinność a truskawki, jak na złość, zaczynają dojrzewać. Trzeba je zatem podlać. A że dobre planowanie to więcej niż połowa sukcesu, pomiędzy polewaniem kolejnych krzaczków udało mi się cyknąć kilka fotek.
Szkoda tylko że na zdjęciach brak słoneczka. Ale przecież nie podlewa się w słońcu, dlatego tak trochę szaro-ponuro na zdjęciach.
Reszty dopełniła domowa, nocna sesja. Z gadżetami.
 
Kolekcja: Blue
Modelki: Daria
  









 
A jeśli już o gadżetach mowa - obejrzałam dokładnie Greya - wnioski wkrótce na drugim blogu :)
A jeśli o domowej sesji mowa - mam do oddania tą sztruksową sofkę, ale o tym następnym razem :)