środa, 25 listopada 2015

Zima

Cholera. W tym roku zima zaskoczyła mnie.
Bo kto to widział żeby w czwartym tygodniu listopada padał z nieba śnieg????
Mało tego ze padał, to jeszcze, zupełnie bezczelne, zaczął grubo po 16:00, czyli w totalnym mroku, z którym mój aparat sobie nie radzi od przynajmniej czterech lat.
I gdzie to globalne ocieplenie?????
Jak w tej sytuacji mam się jeszcze wybierać na zakupy najwygodniejszym miejskim środkiem transportu czyli rowerem????? (a prezenty choinkowe  jeszcze nie zakupione).
Czy to znaczy że mam wypakować swoje wszystkie kozaki?????
Czy ktoś w ogóle pytał mnie o zdanie w tej kwestii?????
A przede wszystkim, co moimi zaległymi jesiennymi sesjami których nie zdążyłam jeszcze opublikować??????
No chyba widać, że jestem nieco zła na obecną sytuację geo-przyrodniczą.

Po pierwsze - nie mam innego wyjścia. Na blogu zima prześcignie jesień. Będziemy mieli tu taka anomalię pogodową. Wiosna, lato, zima, jesień. 
Bardzo mi przykro, ale Wy też musicie to zaakceptować. Po pojawieniu się śnieżnych sesji będę je przeplatała jesienną aurą. No chyba że ten śniegowy opad to taki jednorazowy głupi wyskok matki natury, który nie powtórzy się jeszcze bardzo, bardzo, bardzo długo.

Po drugie, a propos jesieni. Chyba ja wchodzę w jesień swojego życia, przynajmniej tego intelektualnego. Przyjdzie mi wkrótce łykać jakieś mózgowe dopalacze.
Pamiętacie jak kilka dni temu skarżyłam się Wam że moje mieszkanko zaczyna się robić takim bermudzkim trójkątem, w którego obszarze wszystko ginie bezpowrotnie? To a propos mojej czerwonej etaminy. Ile ja się tego naszukałam.... Podniosłam każde ubranko w szafie, zajrzałam do każdego pudełka i pudełeczka. Szukałam jej nawet w pościeli, pod łóżkiem, za komodą. Nawet w śmieciach....
Skończyło się wypadem do pasmanterii i zakupem nowego moteczka.... Wróciłam do domu, zasiadłam wygodnie na kanapie, uszykowałam drut, zakupioną właśnie etaminę i już prawie witałam się z gąską (;P) kiedy..... w magiczny sposób... zagubił się kolejny moteczek, tym razem fioletowy. No myślałam że wyjdę z siebie i stanę obok. Jeden zaginiony moteczek przeżyję. Dwa to o jeden za dużo. No i znów przetrząsnęłam najmniejszy kąt, podniosłam wszystko co było można, otworzyłam każde pudełko.....i tylko do pudła z wełenką nie zajrzałam, bo przecież niedawno robiłam tam porządki i moja etamina nie miała prawa się tam znaleźć (pomijając warstwę górną, dla motków najmniejszych, ale tam właśnie jej nie było). Ależ ja się denerwowałam, ależ mnie te bezowocne poszukiwania męczyły nie tylko psychicznie ale nawet fizycznie.....
I co? Po dwóch tygodniach okazało się że pod latarnią najciemniej..... 
Nie mogłam przecież ruszyć z robieniem na drutach z etaminy (brak fioletu tym razem) to się w końcu zdecydowałam na najgrubszy kaliber. Jak nie mini to maxi. I kiedy zanurkowałam w najgłębsze odmęty mojego wełnianego pudełka.....znalazłam nie tylko resztki fioletu ale również ledwie naruszony motek czerwony !!! 
Lekcja na przyszłość - małe może czasem spadać niżej.....
Tak czy siak,  dzięki temu, albo z tego powodu, stałam się posiadaczką całkiem sporej kolekcji etaminy.



P.S. druga sukienka - ta do której potrzebowałam fioletu i czerwieni też jest już skończona :)

Po trzecie: jak już wspomniałam, zima mimo wszystko mnie zaskoczyła. Dzięki Bogu że w sobotę postanowiłam otulić swoje wszystkie balkonowe trawki styropianem i agrowłókniną. Przynajmniej tyle, ale jestem zupełnie nieprzygotowana lalkowo. Zrobiłam coprawda kilka sweterków, dwie drutowe sukienki, ale ogromny u mnie deficyt w płaszczykach/płaszczykoswetrach.
Nie wiem dlaczego, ale byłam święcie przekonana że mam tego więcej z zeszłego roku. Przyszła dzisiaj szybka akcja ze spontaniczną sesją, a tu się okazuje że ciężko znaleźć odzież wierzchnią. Muszę nad tym solidnie popracować...... (dziś zasiadłam już do sweterko-płaszczyka)

Póki co wciągnęłam na lalki co miałam i ruszyłam na balkon.
Na pierwszy rzut poszła Daria.
No niestety, z winy bardzo kiepskiego oświetlenia, zdjęcia są słabej jakości. Pomimo użycia lampek jest bardzo ciemno, na dodatek nie widać spadającego śniegu. Wielka szkoda. Ale za to chociaż widać odrobinę śniegu na podłodze. A przecież w tej całej sesji chodziło o to żeby uwiecznić śnieg.
Ubrania opisywać dziś nie będę, bo i tak poza włochatym płaszczykiem niewiele więcej widać :D






Druga na ogień poszła Diana.
Chyba kojarzycie ten płaszczyk :)






Niestety jakość zdjęć pozostawia wiele do życzenia....
Jeśli śnieg utrzyma się do rana, spróbuję zrobić kilka zdjęć więcej.
Specjalnie nie rozbierałam lalek :)

AKTUALIZACJA

Stety-niestety śnieg się nie utrzymał, ale pomyślałam sobie że skoro na nocnych zdjęciach naprawdę widać niewiele to może warto sfotografować stroje przy przyzwoitym oświetleniu









Oczywiście fatalnie skrojona koszula wylądowała już w koszu ;)

poniedziałek, 23 listopada 2015

Kącik Pszczółki i świeży pomysł na balówę

Dzień Dobry :D
Po długiej przerwie, niezwykle miło jest mi ponownie powitać Was w "Kąciku Pszczółki M."
A ponieważ dawno mnie tu nie było, dziś WIELKI powrót. Tym większy, że z różową sukienką balową czyli 120% Barbie w Barbie.

Latem trafiła w moje ręce nienoszona różowa bluzeczka z dzianiny. Głównie dla sporego paska cekinów do odzyskania z bluzkowego biustu. I tak sobie leżała, leżała, aż postanowiłam w końcu zasiąść do wyprucia cekinów.
Nie było to takie znów proste, bo cekiny zostały chyba przyspawane na stałe do gumowego podkładu, dlatego nadzwyczaj szybko się do tego pomysłu zniechęciłam i chwilowo porzuciłam. Za to na podłodze mój wzrok zaczął przyciągać spory kawałek odprutego materiału.  Był taki cukierkowo różowy, milutki w dotyku i co najważniejsze, było go naprawdę dużo. No marnotrawstwem byłoby to po prostu wyrzucić.
Zaczęłam kombinować. Bo pomimo tylu zalet, materiał ma jedną malusieńką wadę. Maszyna nie chce go szyć. Jest tak delikatny że każde nadciągnięcie nitki dziurawi i pruje jego strukturę.
Niestety kiedy wymyśliłam projekt wymagający minimalnego użycia maszyny i wycięłam jego części, okazało się że materiał jest też bardzo łatwopalny - wiem, bo sprawdziłam to osobiście. Założone przypalanie brzegów odpadło.

Musiałam jednak zaufać maszynie......

Ale po kolei.
Sukienka składa się z trzech elementów materiałowych i dwóch kawałeczków ozdobnej gumy.



Do uszycia fantastycznej , niepowtarzalnej i spektakularnej sukienki należy wyciąć:
-prostokąt będący podstawą sukienki (długość według waszego uznania, szeroki na tyle by objąć całą lalkę)
- dwa koła podobnej lub identycznej wielkości. Im większy promień tym sukienka będzie dłuższa i bardziej spektakularna. Dobrze byłoby gdyby minimalna długość promienia była mniej więcej długości nóg lalki.
- opcjonarnie kawałek lub dwa kawałki gumki. W moim przypadku jeden podkreśli talię, drugi będzie ramiączkiem sukienki.
W dwóch kołach wycinamy otwór. Im otwory będą dalej od środka tym większa asymetria.
Bo będzie asymetria. To taki zupełnie nowy świeży pomysł na sukienkę balową, tak żeby każda sukienka będąca w poiadaniu Pszczółki była wyjątkowa i niepowtarzalna.
Co do samych otworów. Jego wielkość będzie decydowała o gęstości marszczenia dołu. Mała dziura to mało marszczenia, duża oznaczać będzie duże marszczenie. 

Jeśli planujecie szyć sukienkę ręcznie z niczym nie powinno być kłopotu.
Tubę należy zszyć, górę i dół ewentualnie podłożyć i do takiej zszytej tuby doszyć przymarszczony dół.
W przypadku szycia maszyną możecie trafić na małe komplikacje. W zależności od długości podstawy sukienki czyli tuby. Im krótsza, tym łatwiej dół doszyć.
W moim przypadku tuba była na tyle długa że miałam mały problem. Ponieważ jest to mikro skala przy takiej wąziutkiej dubie nie można włożyć dużo materiału pod stópkę maszyny.

Ja najpierw podłożyłam dół i górę. Jak zobaczycie na zdjęciu, już na etapie podkładania "góry" tuby, przyszyłam z jednej strony kawałek gumy, który będzie ramiączkiem sukienki.

Tubę zszyłam na całej długości, co w moim przypadku było błędem, o czym się przekonałam chwilę później próbując doszyć przyfastrygowaną część spódnicy.
Tak jak już wspomniałam stópka maszyny nie chciała wejść tak głęboko w materiał (ale o tym za chwilę). 


Na tym etapie postanowiłam doszyć również drugi kawałek gumki będący paskiem.
Nie musiałam, bo tuba dzięki sfastrygowaniu na lalce okazała się bardzo dopasowana (błogosławiona elastyczność dzianinowych ubranek). W zasadzie od samego początku bardziej stanowiła ozdobę i element łamiący ten wszechogarniający róż.
Ponieważ moja dzianina była bardzo delikatna i cieniutka, a gumka w przeciwieństwie do niej gruba i toporna, nie zdecydowałam się na wszycie gumki z dwóch stron po szwie zszywającym tubę. Podwójne gumki mogły strasznie odstawać dlatego doszywałam ją ręcznie, tak by nawet jej końce się nie zetknęły.

 
No i kiedy zadowolona z dotychczasowej pracy zasiadłam do maszyny by doszyć dół, okazało się że nie da rady. Tubę od dołu musiałam rozpruć odrobinę poniżej miejsca przyfastrygowana (dół musi być przyszyty do zszytego fragmentu tuby) spódnicy.
Rozprułam, dzięki czemu zrobiło się luźniej, materiał wszedł pod maszynę dzięki czemu udało się doszyć dół. Potem zszyłam resztę tuby.

Akurat zrobiło się wietrznie więc pomyślałam żeby wyskoczyć z Beti na balkon na dwie, trzy fotki.



Pomimo sporego wiatru,  ta kreacja niestety nie chciała drgnąć.
Choć materiał jest bardzo delikatny i leciutki, w takiej ilości nabiera masy :).

Wystarczyło tylko doszyć ramiączko do pasa i kreacja gotowa :)

 
 



 
Ja jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego.
Nawet nie zakładałam że aż tak fajnie wyjdzie.

I choć kreacja jest bardzo nieekonomiczna ze względu na duże zużycie materiału, to uważam że i tak się opłaciło.
Zresztą, przyznajcie ile takich potencjalnych dawców tkaniny leży nieruszanych w waszych szafach od kilku sezonów :D

Pozostaje tylko jedno pytanie:
Czekać z sukienką do okolic Gwiazdki, czy sprawić sobie ogromną przyjemność i przekazać sukienkę Pszczółce przy najbliższej okazji.........

sobota, 21 listopada 2015

Cała rabatka

Skoro kolekcja to przecież nie mogło odbyć się bez wspólnej fotki. Szczególnie że  mamy weekend - czyli czas na stosunki rodzinno-przyjacielskie.

Zresztą, jak ocenić całą kolekcję skoro jej razem nie widać.
Niestety z powodu bardzo ograniczonego czasu nie miałam szans na rozwinięcie skrzydeł tym razem.
Dlatego dzisiaj zaledwie kilka ujęć.
I żeby było spójnie, skoro sesja krótka to i komentarz niewielki :P

Kolekcja: Sweet flower 
Modelki: Anja, Daria, Summer










 
I tak jakoś wyszło w praniu, że przynajmniej dla zdjęć grupowych matka natura niezbyt się postarała. Zdjęcia we wnętrzach znacznie sprzyjały ładniejszej ekspozycji kolekcji.
No i nie obyło się bez bolesnych wpadek. Tym razem upadłą madonną okazała się Daria :) I gdyby nie była z plastiku byłby to upadek strasznie bolesny. A tak ubranie zamortyzowało ten pierwszy najważniejszy kontakt ciałka z ziemią i nic się nie popsuło ;)


Desperacja Darii, by nawet podczas spadania utrzymać swoją pozę, jest godna nagrody :) I jak to w jej przypadku, nawet upadła wygląda pięknie.

Natomiast mówię kategoryczne NIE dla takiej kitki u Summer. To pierwszy i ostatni raz.

czwartek, 19 listopada 2015

Daria jako ostatni słodki kwiatuszek

Daria......
Kolejna sesja potwierdzająca jej fenomenalną urodę.
Ta dziewczyna, pomijając tą biedną ciążowo-chrabąszczową kreację, potrafi sprzedać dosłownie wszystko.
Ona jest chodzącą gwarancją sukcesu. 

Choć będę nieskromna, i tym razem powiem, że  gwarancja wcale nie była potrzebna, a Daria dostała angaż, bo to była najwyższa dla niej pora :)
Żadnych prezentacyjnych kalkulacji.
Sweet flower obroniło się samo :)

Między nami, nie mogę się nadziwić jakim cudem udało mi się uszyć w miarę dobrze leżącą koszule skoro późniejsze podejścia to mniejsze lub większe porażki.
No i choć chyba na zdjęciach tego zbytnio nie widać, bardzo podobają mi się jej ogromniaste mankiety.
Żałuję, że nie wyeksponowałam kieszeni w spodniach, szczególnie że mają akcent z tego samego materiału z którego szyłam koszulę. Podczas sesji zupełnie o tym zapomniałam, nawet przez głowę mi to nie przeszło, a teraz jestem na siebie z tego powodu zła.
I chyba nie ma co więcej dodawać, powiem to raz jeszcze, sesja broni się sama (szkoda tylko że bez udziału kieszonek :P)

Kolekcja: Sweet flower
Modelki: Daria




 










No dobra, dodam coś jeszcze.
Tak oglądam tą sesje i chyba po raz pierwszy z ubrań jestem bardziej zadowolona niż z samych zdjęć. Daria, choć piękna, nie została ustawiona w żaden ciekawy sposób. Taka bardzo odtwórcza ta sesja jest. 
O ile jest to efekt pracy pod ogromniastą presją czasu, to jeszcze pół biedy, ale jeśli zaczyna mi brakować pomysłów i staję się mechanicznie odtwórcza, to kipesko.
Następna sesja musi być ciekawsza.